sobota, 29 czerwca 2019
Hej
Tak ogólnie to nie wiem czy ktokolwiek jeszcze używa bloggera, a tym bardziej zagląda na tego bloga, ale jeśli ktoś jeszcze się taki znajdzie to niech się odezwie. Teraz to opowiadanie MOŻE będzie kontynuowane TYLKO na wattpadzie.
niedziela, 21 października 2018
15#Please ,no
Od tygodnia mieszkam u Cory, jej mama, Samantha, jest bardzo uprzejmą kobietą. Z tego co opowiadała mi kruczowłosa, obie sporo przeszły, przyjechały do Glasgow by zacząć od nowa. Mimo ,że nie nocuję u nich, aż tak długo, zżyłam się. Dzisiaj mam zamiar iść po swoje ubrania, nie mogę ciągle pożyczać ciuchów. Odkąd uciekłam nie spotkałam żadnego wampira, a przynajmniej tak mi się wydaje. Z Ruggero również nie miałam kontaktu. Póki co, staram się być ostrożna. Jedynym utrudnieniem jest głód, normalnymi posiłkami się nie najadam, nawet nie mogę poczuć ich smaku. Zdążyłam przyjąć do wiadomości, że potrzebuję krwi, lecz nie wiem jak ją zdobyć, nie będę znowu zabijać. Staram się powstrzymywać, lecz z każdym dniem jest co raz to gorzej.
Powoli otwieram drzwi do domu. Niczego nie słychać, pomału ruszyłam do salonu, pustka. Wciąż bacznie się rozglądając, poszłam do swojego pokoju, nic się w nim nie zmieniło. Z szafy wyjęłam walizkę i zaczęłam się pośpiesznie pakować. Schowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Spod łóżka wyciągnęłam karton po butach, znajdowały się tam wszystkie moje oszczędności. Po upewnieniu się, że zabrałam wszystko co najpotrzebniejsze, prędko wyszłam z budynku. Koło bramy stał czarny suv, nie zastanawiając się, bagaż położyłam na tylnym siedzeniu i usiadłam na miejscu pasażera.
-Wszystko masz ?-Spytała mnie Cora. Akurat kończyła coś pisać na telefonie.
-Raczej tak.
-Zajedziemy jeszcze do sklepu, mama powiedziała, że upiecze ciasto.- Przytaknęłam i ruszyłyśmy. Droga nie była długa, po paru minutach byłyśmy na miejscu.
-Pójdziesz sama ? Ja raczej niczego nie potrzebuję.
-Pewnie, zaraz wracam.-Z tymi słowami, Cora poszła.
W oczekiwaniu na dziewczynę, rozejrzałam się. Jako ,że było dziś wietrznie, na ulicach nie było zbyt dużo przechodni. Nagle mój wzrok skupił się na czerwonowłosym chłopaku, stał ze 100m dalej i patrzył na mnie. Przeszły mnie ciarki. Już chciałam się odwrócić, lecz zauważyłam pewną niepokojącą rzecz. Jego oczy były czarne, wampirze. Zanim zdążyłam coś zrobić, on zniknął.
-Wybacz ,że tak długo, były długie kolejki.-Czarnowłosa weszła do auta- Coś się stało ? Wyglądasz na przerażoną.
-Nie, nic. Jedźmy już.-Posłałam jej lekki, wymuszony uśmiech. Przez całą drogę myślałam o tym co się stało przed sklepem. Wciąż mam nadzieję, że było to tylko przewidzenie. Po chwili stałyśmy już na podjeździe. Z walizką w ręce weszłam za przyjaciółką do domu.
-Mamo! Jesteśmy.- Odpowiedziała jej cisza-Mamo ?!
Odstawiłam bagaż w przedpokoju. Usłyszałam krzyk dziewczyny z salonu. Szybko do niej pobiegłam.
-O nie.- Na ziemi leżała Samantha, była cała we krwi, a w dłoni trzymała różę. prędko do niej podeszłam. Obok leżała koperta z moim imieniem, a w środku wiadomość.
"Piękna niczym róża żal ,że musiała dokonać żywota w taki sposób. Przede mną się nie ucieka córko. Następnym mym celem będzie twoja przyjaciółka. A może chciałabyś do niej dołączyć ?"
Zamarłam, co ja zrobiłam? Cornelia płakała przy boku matki. To moja wina. Nie mogę pozwolić by i ją skrzywdził. Szybko wstałam i chwyciłam ją za rękę.
-Przepraszam.-Z moich oczu poleciały łzy. Pociągnęłam za jej ramię, zaczęła się sprzeciwiać, ale nie miała już siły. Chwyciłam walizkę i szybko pobiegłam do samochodu. Już po chwili jechałam w zupełnie nieznanym mi kierunku. Musimy zniknąć, być jak najdalej stąd.
I jest, po ponad roku nieobecności... To nie jest koniec, ale nie mam pojęcia kiedy i czy w ogóle się coś pojawi c:
piątek, 4 sierpnia 2017
14#road
Jadę już jakiś czas. Zza okno widoczny jest tylko las i sporadycznie przejedzie jakiś samochód. Zaczynam się zastanawiać dlaczego tak właściwie uciekłam, przecież to był tylko sen, bardzo realistyczny sen. Lecz mimo wszystko czuję, że nie powinnam zawracać. Zachowanie mamy nie było normalne, tak jakby to nie ona mówiła. Po co miałaby pisać list w którym definitywnie się bała skoro robiła to z własnej woli.
Kolejną rzeczą która mnie zastanawia to stosunek Ruggero do tego wszystkiego, ostrzegał mnie przed spotkaniem z ojcem, ale nic nie zrobił żeby temu zapobiec. Może on pracuje z Jordan'em*? W wyobraźni widzę jego pewny siebie uśmiech i te czarne oczy. Zaraz, on ma czarne oczy. Jak mnie pocałował nie mogłam się ruszyć, byłam zahipnotyzowana. Ruggero jest wampirem, że też wcześniej na to nie wpadłam, wszystko by się zgadzało. Tata kazał mu mnie pilnować, obserwować, miał zdobyć moje zaufanie by potem wszystko czego się dowiedział przekazać mu. A ja tak łatwo o wszystkim powiedziałam. Jestem zła na siebie. Znak z nazwą miejscowości wybudza mnie z rozmyślań. Jestem już w Glasgow.
Po szybkiej analizie stwierdzam, że nie mam gdzie się zatrzymać. Dom to pierwsze miejsce gdzie będą mnie szukać, a na motel nie mam pieniędzy, wszystko zostało tam. W okolicy nie ma żadnej rodziny. Została mi ostatnia deska ratunku, Cora. Szatynka z rodzicami mieszka w bardzo ładnej dzielnicy, w domku jednorodzinnym.
Skradziony pojazd zostawiłam obok supermarketu, oddalonego o kilka kilometrów od mojego celu. Resztę drogi pójdę pieszo. Spacer nadzwyczaj mi się dłużył. Ciągle się rozglądam. Mam wrażenie, że zaczęli mnie już szukać.
W końcu dotarłam na miejsce. Pospiesznie podeszłam do drzwi i nacisnęłam dzwonek. Otworzyła mi wysoka blondwłosa kobieta.
- Dzień dobry, jest może Cora? - zapytałam.
- Dzień dobry, jest w swoim pokoju, drugie drzwi po lewej. - odpowiedziała i przesunęła się bym mogła przejść.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się i weszłam do środka.
Zaraz po wkroczeniu do domu trafiam do salonu, rzeczami które rzucają mi się od razu w oczy to dwie półki, jedna wyższa, a druga niższa. Ta pierwsza jest cała zapełniona książkami najróżniejszych rodzajów, za to w niższej znajduje się pokaźna kolekcja płyt winylowych i gramofon z którego akurat gra jakaś melodia. Nie zwlekając ruszyłam do pokoju dziewczyny. Zapukałam.
- prosze! - zawołała.
W jej pokoju panuje minimalizm. Szafa, biurko z krzesłem, laptop i łóżko. Wszystkie meble są białe co wygląda bardzo uroczo w połączeniu z błękitnymi ścianami.
- hej, przeszkadzam? - zapytałam, a Cora która była do tej pory zajęta robieniem czegoś na komputerze spojrzała w moją stronę.
- o, hej! Pewnie, że nie. Siadaj - zrobiłam tak jak powiedziała i usadowiłam się na pościeli - dzwoniłam do ciebie wczoraj, coś się stało? - czas okłamać swoją przyjaciółkę.
- zalało mi mieszkanie. Nie miałam jak zabrać czegokolwiek, a odpompowywanie wody zajmie kilka dni - opowiedziałam jej historię którą sobie wcześniej wymyśliłam, bo kto by uwierzył, że ojciec którego nigdy wcześniej na oczy nie widziałam porwał moją mamę i mnie, a na dodatek zamienił w wampira?
- o jeju, przykro mi, masz się gdzie zatrzymać?
- właściwie to chciałam się spytać czy może byś mnie przenocowała? Przynajmniej na kilka dni, póki nie będę mogła znów wrócić do siebie.
- musiałabym jeszcze zapytać mamy, poczekaj chwilkę - Wstała z krzesła. - masz może ochotę na kawę, herbatę?
- poprosiłbym o herbatę. - tylko przytaknęła i wyszła z pokoju.
Podczas czekania na jej powrót zaczęłam się zastanawiać, co jeśli nie będę mogła tutaj zostać. Może będę spała na ławce, bądź znajdę jakiś opuszczony budynek, albo wrócę do rodziców. Gdy już szukałam myślami odpowiedniego miejsca wróciła szatynka z dwoma kubkami w rękach i ogromnym uśmiechem.
- możesz zostać ile tylko będziesz potrzebować. - podała mi naczynie z parującą cieczą.
- dziękuję! Za wszystko. - napiłam się.
- dla ciebie wszystko. - dziwne, ten napój nie ma smaku.
* Jerard to imię ojca głównej bohaterki c:
A więc w końcu jest ❤️💕 mam nadzieję, że moje umiejętności aż tak bardzo nie zniknęły c:
Kolejną rzeczą która mnie zastanawia to stosunek Ruggero do tego wszystkiego, ostrzegał mnie przed spotkaniem z ojcem, ale nic nie zrobił żeby temu zapobiec. Może on pracuje z Jordan'em*? W wyobraźni widzę jego pewny siebie uśmiech i te czarne oczy. Zaraz, on ma czarne oczy. Jak mnie pocałował nie mogłam się ruszyć, byłam zahipnotyzowana. Ruggero jest wampirem, że też wcześniej na to nie wpadłam, wszystko by się zgadzało. Tata kazał mu mnie pilnować, obserwować, miał zdobyć moje zaufanie by potem wszystko czego się dowiedział przekazać mu. A ja tak łatwo o wszystkim powiedziałam. Jestem zła na siebie. Znak z nazwą miejscowości wybudza mnie z rozmyślań. Jestem już w Glasgow.
Po szybkiej analizie stwierdzam, że nie mam gdzie się zatrzymać. Dom to pierwsze miejsce gdzie będą mnie szukać, a na motel nie mam pieniędzy, wszystko zostało tam. W okolicy nie ma żadnej rodziny. Została mi ostatnia deska ratunku, Cora. Szatynka z rodzicami mieszka w bardzo ładnej dzielnicy, w domku jednorodzinnym.
Skradziony pojazd zostawiłam obok supermarketu, oddalonego o kilka kilometrów od mojego celu. Resztę drogi pójdę pieszo. Spacer nadzwyczaj mi się dłużył. Ciągle się rozglądam. Mam wrażenie, że zaczęli mnie już szukać.
W końcu dotarłam na miejsce. Pospiesznie podeszłam do drzwi i nacisnęłam dzwonek. Otworzyła mi wysoka blondwłosa kobieta.
- Dzień dobry, jest może Cora? - zapytałam.
- Dzień dobry, jest w swoim pokoju, drugie drzwi po lewej. - odpowiedziała i przesunęła się bym mogła przejść.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się i weszłam do środka.
Zaraz po wkroczeniu do domu trafiam do salonu, rzeczami które rzucają mi się od razu w oczy to dwie półki, jedna wyższa, a druga niższa. Ta pierwsza jest cała zapełniona książkami najróżniejszych rodzajów, za to w niższej znajduje się pokaźna kolekcja płyt winylowych i gramofon z którego akurat gra jakaś melodia. Nie zwlekając ruszyłam do pokoju dziewczyny. Zapukałam.
- prosze! - zawołała.
W jej pokoju panuje minimalizm. Szafa, biurko z krzesłem, laptop i łóżko. Wszystkie meble są białe co wygląda bardzo uroczo w połączeniu z błękitnymi ścianami.
- hej, przeszkadzam? - zapytałam, a Cora która była do tej pory zajęta robieniem czegoś na komputerze spojrzała w moją stronę.
- o, hej! Pewnie, że nie. Siadaj - zrobiłam tak jak powiedziała i usadowiłam się na pościeli - dzwoniłam do ciebie wczoraj, coś się stało? - czas okłamać swoją przyjaciółkę.
- zalało mi mieszkanie. Nie miałam jak zabrać czegokolwiek, a odpompowywanie wody zajmie kilka dni - opowiedziałam jej historię którą sobie wcześniej wymyśliłam, bo kto by uwierzył, że ojciec którego nigdy wcześniej na oczy nie widziałam porwał moją mamę i mnie, a na dodatek zamienił w wampira?
- o jeju, przykro mi, masz się gdzie zatrzymać?
- właściwie to chciałam się spytać czy może byś mnie przenocowała? Przynajmniej na kilka dni, póki nie będę mogła znów wrócić do siebie.
- musiałabym jeszcze zapytać mamy, poczekaj chwilkę - Wstała z krzesła. - masz może ochotę na kawę, herbatę?
- poprosiłbym o herbatę. - tylko przytaknęła i wyszła z pokoju.
Podczas czekania na jej powrót zaczęłam się zastanawiać, co jeśli nie będę mogła tutaj zostać. Może będę spała na ławce, bądź znajdę jakiś opuszczony budynek, albo wrócę do rodziców. Gdy już szukałam myślami odpowiedniego miejsca wróciła szatynka z dwoma kubkami w rękach i ogromnym uśmiechem.
- możesz zostać ile tylko będziesz potrzebować. - podała mi naczynie z parującą cieczą.
- dziękuję! Za wszystko. - napiłam się.
- dla ciebie wszystko. - dziwne, ten napój nie ma smaku.
* Jerard to imię ojca głównej bohaterki c:
A więc w końcu jest ❤️💕 mam nadzieję, że moje umiejętności aż tak bardzo nie zniknęły c:
niedziela, 26 czerwca 2016
13# David
Po przebudzeniu, pierwszą rzeczą jaką ujrzałam była moja matka. Wyjaśniła mi wszystko, mówiła ,że mi się to spodoba. Była jakaś... inna, taka poważna i wyniosła, jej uśmiech wydawał się sztuczny, tak jakby nie była sobą. Po tym jak wyszła przyszła jakaś dziewczyna w młodym wieku, może o rok starsza ode mnie. Matka poinformowała mnie ,że po przemianie w wampira ma się czarne oczy, ta służąca takie miała. Położyła na szafce, szklankę z czerwoną cieczą, krwią, dygnęła i odeszła. Podniosłam naczynie i z lekkim wahaniem wzięłam łyka. Smakowało... metalicznie, ale słodko. Wypiłam do końca i nie chcąc spotkać jeszcze rodziny położyłam się na łóżku. Wiele się zmieniło od przeprowadzki... Śmierć babci, poznanie Ruggero, porwanie mamy, zaprzyjaźnienie się z Corą, pojawienie się ojca o którym nigdy przedtem nie słyszałam, odnalezienie mamy, a teraz jeszcze zostanie wampirem i picie krwi. W pewnym momencie zasnęłam, znalazłam się w szkole. Rozejrzałam się, nikogo tutaj nie było oprócz odwróconej do mnie tyłem kobiety o kruczych włosach w pięknej długiej granatowej sukni.
-Kim jesteś? -Pytam, nic nie odpowiada- Co tutaj robisz? - taka sama reakcja. Zrobiłam krok do przodu ,a ona ruszyła, podążałam za nią korytarzem który wydawał się nie mieć końca. Po chwili skręciła do jednej z sal, wtedy poznałam tożsamość dziewczyny, okazała się nią Cora.
-Uciekaj- powiedziała spokojnym głosem. Popatrzałam na nią pytająco.
-Po co? Od kogo? Gdzie?
- Od swojej rodziny, jak najdalej i jak najszybciej
-ale dlaczego- nie nie powiedziała tylko rozpłynęła się w powietrzu, a ja się obudziłam. Wstałam szybko z materaca, na dworze jest ciemno, idealnie. Po cichu otworzyłam drzwi od pokoju i ruszyłam w stronę schodów. Wyjrzałam za balustradę, na dole pali się światło, czyli tą opcję mogę już wykluczyć. Wróciłam do sypialni, otworzyłam okno, od razu pod spodem jest drabinka z różami, cała posesję ogradza płot, a dalej jest las. Na telefonie który dzisiaj odzyskałam sprawdziłam gdzie tak w ogóle jestem. Dom znajduje się na obrzeżach małego miasteczka , jakieś 25 kilometrów od Glasgow. Blokuję komórkę i podchodzę do szafy z której wyjmuję jedyne spodnie jakie tu mam, czarne obcisłe rurki , przylegającą bluzkę z dosyć dużym dekoltem i teraz zostały buty. Najbardziej się do tego nadają baleriny na 6 centymetrowej koturnie, reszta to szpilki na dosyć sporym obcasie . Biorę jeszcze kilka ubrań i wkładam je pod kołdrę, może coś to da. Przebieram się, a obuwie chwytam w dłoń, sprawdzam jeszcze trasę i mogę zaczynać. Ostrożnie wychodzę przez okno i i schodzę na ziemię. Po dotknięciu podłoża szybko biegnę w stronę drzew, przeskakuję przez murek ogradzający dom i ruszam w głąb lasu. Mimo ,że jest ciemno widzę wyraźnie każdy szczegół i słyszę nawet najmniejszy ruch. Kiedy jestem w bezpiecznej odległości zwalniam i ubieram buty. Teraz muszę iść dalej prosto póki nie dotrę do drogi, tam złapię stopa. Z tą myślą ruszam przed siebie.
~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~
Już świta ,a ja stoję, wymachuję ręką i czekam aż ktoś się zlituje i mnie odwiezie. Po chwili koło mnie zatrzymuje się czerwony samochód. Okno jest otwarte, a przez nie widać kierowcę którym jest facet w średnim wieku.
-Dokąd ślicznotko ?- pyta
-Glasgow- on tylko kiwa głową i otwiera mi drzwi, siadam na miejsce pasażera i zapinam pas. Jedziemy już trochę kiedy David, bo tak nazywa się mężczyzna zjeżdża na pobocze. Nie wiem o co chodzi, przecież tutaj nic nie ma, jesteśmy na odludziu-Czemu się zatrzymaliśmy?- Nie odpowiada tylko odpina pas i blokuje drzwi. Położył rękę na moim kolanie i zaczął mnie głaskać po udzie.
-Jesteś bardzo atrakcyjną kobietą Martino, a ja bardzo samotnym mężczyzną, bez żony i dzieci, który ma swoje potrzeby- zaczynam się bać- a ty jesteś moją taką gwiazdką z nieba- chwyta mnie za pierś ,a ja próbuję się uwolnić od jego dotyku. Uśmiecha się chytrze i opuszcza mój fotel ,a mnie samą unieruchamia. Próbuję się wyrywać, ale nic to nie daje, po chwili puszcza moje ręce i rozpina mi spodnie, korzystając z chwili używam całej mojej siły i popycham go. Uderzył w karoserię samochodu, a więc to jest ta słynna wampirza siła. Nie rusza się, jego oczy są szeroko otwarte, a z głowy cieknie krew. Czuję ją tak dobrze, nie wiele myśląc wbijam się w szyję mego niedoszłego oprawcy. Dopiero kiedy skończyłam uświadomiłam sobie, że zabiłam człowieka. Mój oddech stał się płytki ,a ja zaczęłam się trząść. Siedziałam tak przez chwilę.
-Spokojnie, musisz się opanować- mówię do siebie- wdech, wydech, wdech, wydech- już uspokojona odblokowuję drzwiczki i wychodzę samochodu, a ze sobą zabieram Davida. Wyrzucam go na pobocze i wracam do pojazdu. Przekręcam kluczyki, włączam radio i ruszam do domu.
------------------------------
No i jest rozdział :) miał być dłuższy, ale stwierdziłam ,że nie będę dawała jednego mega długiego rozdziału, tylko dwa krótsze, wtedy będzie mi łatwiej to ogarnąć. Jako iż David długo sobie nie pożył to przynajmniej będzie w tytule :)
-Kim jesteś? -Pytam, nic nie odpowiada- Co tutaj robisz? - taka sama reakcja. Zrobiłam krok do przodu ,a ona ruszyła, podążałam za nią korytarzem który wydawał się nie mieć końca. Po chwili skręciła do jednej z sal, wtedy poznałam tożsamość dziewczyny, okazała się nią Cora.
-Uciekaj- powiedziała spokojnym głosem. Popatrzałam na nią pytająco.
-Po co? Od kogo? Gdzie?
- Od swojej rodziny, jak najdalej i jak najszybciej
-ale dlaczego- nie nie powiedziała tylko rozpłynęła się w powietrzu, a ja się obudziłam. Wstałam szybko z materaca, na dworze jest ciemno, idealnie. Po cichu otworzyłam drzwi od pokoju i ruszyłam w stronę schodów. Wyjrzałam za balustradę, na dole pali się światło, czyli tą opcję mogę już wykluczyć. Wróciłam do sypialni, otworzyłam okno, od razu pod spodem jest drabinka z różami, cała posesję ogradza płot, a dalej jest las. Na telefonie który dzisiaj odzyskałam sprawdziłam gdzie tak w ogóle jestem. Dom znajduje się na obrzeżach małego miasteczka , jakieś 25 kilometrów od Glasgow. Blokuję komórkę i podchodzę do szafy z której wyjmuję jedyne spodnie jakie tu mam, czarne obcisłe rurki , przylegającą bluzkę z dosyć dużym dekoltem i teraz zostały buty. Najbardziej się do tego nadają baleriny na 6 centymetrowej koturnie, reszta to szpilki na dosyć sporym obcasie . Biorę jeszcze kilka ubrań i wkładam je pod kołdrę, może coś to da. Przebieram się, a obuwie chwytam w dłoń, sprawdzam jeszcze trasę i mogę zaczynać. Ostrożnie wychodzę przez okno i i schodzę na ziemię. Po dotknięciu podłoża szybko biegnę w stronę drzew, przeskakuję przez murek ogradzający dom i ruszam w głąb lasu. Mimo ,że jest ciemno widzę wyraźnie każdy szczegół i słyszę nawet najmniejszy ruch. Kiedy jestem w bezpiecznej odległości zwalniam i ubieram buty. Teraz muszę iść dalej prosto póki nie dotrę do drogi, tam złapię stopa. Z tą myślą ruszam przed siebie.
~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~
Już świta ,a ja stoję, wymachuję ręką i czekam aż ktoś się zlituje i mnie odwiezie. Po chwili koło mnie zatrzymuje się czerwony samochód. Okno jest otwarte, a przez nie widać kierowcę którym jest facet w średnim wieku.
-Dokąd ślicznotko ?- pyta
-Glasgow- on tylko kiwa głową i otwiera mi drzwi, siadam na miejsce pasażera i zapinam pas. Jedziemy już trochę kiedy David, bo tak nazywa się mężczyzna zjeżdża na pobocze. Nie wiem o co chodzi, przecież tutaj nic nie ma, jesteśmy na odludziu-Czemu się zatrzymaliśmy?- Nie odpowiada tylko odpina pas i blokuje drzwi. Położył rękę na moim kolanie i zaczął mnie głaskać po udzie.
-Jesteś bardzo atrakcyjną kobietą Martino, a ja bardzo samotnym mężczyzną, bez żony i dzieci, który ma swoje potrzeby- zaczynam się bać- a ty jesteś moją taką gwiazdką z nieba- chwyta mnie za pierś ,a ja próbuję się uwolnić od jego dotyku. Uśmiecha się chytrze i opuszcza mój fotel ,a mnie samą unieruchamia. Próbuję się wyrywać, ale nic to nie daje, po chwili puszcza moje ręce i rozpina mi spodnie, korzystając z chwili używam całej mojej siły i popycham go. Uderzył w karoserię samochodu, a więc to jest ta słynna wampirza siła. Nie rusza się, jego oczy są szeroko otwarte, a z głowy cieknie krew. Czuję ją tak dobrze, nie wiele myśląc wbijam się w szyję mego niedoszłego oprawcy. Dopiero kiedy skończyłam uświadomiłam sobie, że zabiłam człowieka. Mój oddech stał się płytki ,a ja zaczęłam się trząść. Siedziałam tak przez chwilę.
-Spokojnie, musisz się opanować- mówię do siebie- wdech, wydech, wdech, wydech- już uspokojona odblokowuję drzwiczki i wychodzę samochodu, a ze sobą zabieram Davida. Wyrzucam go na pobocze i wracam do pojazdu. Przekręcam kluczyki, włączam radio i ruszam do domu.
------------------------------
No i jest rozdział :) miał być dłuższy, ale stwierdziłam ,że nie będę dawała jednego mega długiego rozdziału, tylko dwa krótsze, wtedy będzie mi łatwiej to ogarnąć. Jako iż David długo sobie nie pożył to przynajmniej będzie w tytule :)
środa, 8 czerwca 2016
12# My beautiful vampire daughter
Po jakimś czasie zasnęłam, obudziłam się dopiero kiedy ktoś szturchnął moje ramie.
-Wstajemy księżniczko, jesteśmy już na miejscu- Otworzyłam oczy. Było już jasno, samochód został zaparkowany przed ogromną szarą willą. Mój porywacz stał w otwartych drzwiach od strony pasażera i wystawiał w moją stronę dłoń zapewne czekając aż wyjdę. Korzystałam z pomocy i chwyciłam go. Teraz byłaby odpowiednia pora na ucieczkę, chętnie bym z niej skorzystała, gdybym mogła. Moje nogi nie chcę się ruszyć. On mnie lekko pociąga i idziemy razem w stronę domu. Mężczyzna nie pukając wchodzi do domu. Znajdujemy się w pięknym nowoczesnym salonie, na kanapie siedzi... mama. Szybko biegnę w jej stronę ,a ona podnosi się ze swojego miejsca, wpadamy sobie w ramiona. Kiedy się odsuwamy spoglądam w stronę faceta obok którego siedziała. Rozpoznaję go ze zdjęcia, wygląda tak samo, jakby się nie starzał.
-Mamo wszystko dobrze ?
-Oczywiście- Uśmiechnęła się, spojrzałam w jej oczy były czarne ,tak jak u Ruggero i mojego porywacza- Czemu miałoby być inaczej ?
-W liście który napisałaś wydawałaś się wystraszona, a tak w ogóle co się stało z twoimi oczami
-Nic się nie stało kochanie, nie musisz się o nic martwić-Powiedziała.
-Miło cię w końcu poznać Martino- Spojrzałam w stronę osoby mówiącej to, która okazała się moim ojcem. Tylko przytaknęłam głową. Nie wiem czemu ale boję się go, wytwarza taką mroczną aurę- Bardzo żałuję ,że nie mogliśmy się wcześniej spotkać lecz były lekkie komplikacje. Teraz zapewne jesteś zmęczona- Nie dał mi dojść do słowa- Carl zaprowadź moją córkę do jej pokoju, i poproś kucharkę żeby zrobiła jej kanapki i herbatę -Po chwili ruszyliśmy schodami do góry, wnętrze domu jest piękne i wszystko jest tak starannie poukładane, co jest przeciwieństwem moich myśli. O co w tym wszystkim chodzi ?! Po chwili wchodzimy do pokoju o białych ścianach i ciemnych meblach. Po środku stało piękne łóżko z baldachimem, pościel była bordowa.
-Za chwilę jedna ze służek przyniesie posiłek - Powiedział i wyszedł- podeszłam do szafy i ją otworzyłam, w środku znajdowało się pełno ubrań, wszystkie były ze znanych firm i do tego w moim rozmiarze. Chciałam znaleźć jakieś spodenki i luźny t-shirt żeby się przebrać i pójść spać ,ale jedyną rzeczą która się do tego nadawała była czarna satynowa koszula nocna kończąca się w połowie uda, nie mając innego wyjścia wzięłam ją. Rozejrzałam się, oprócz drzwi którymi weszłam były jeszcze drugie, za którymi jak się okazało znajduje się łazienka. Była w takim samym stylu jak reszta domu. Zdjęłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic. Ciepła woda trochę mnie rozluźniła. Znalazłam ręcznik w jednej z szafek i się nim wytarłam, po czym ubrałam piżamę. Gdy wróciłam do pokoju na szafce leżały kanapki i kubek. Usiadłam na materacu. Zjadłam i wypiłam,a następnie się położyłam i zapadłam w sen. Obudziłam się kiedy poczułam czyiś oddech na karku. Chciałam już zacząć krzyczeć lecz przerwał mi głos.
-Nie krzycz i nie uciekaj- Osobą która mnie obudziła okazał się mój ojciec. Przyjrzał się mi, uśmiechnął i ugryzł w szyję. Boli... Nie mogę krzyczeć.
-C-co ty robisz?- pytam. Odsuwa się ode mnie
-Cii... Śpij moja śliczna wampirza córeczko- Zrobiłam tak jak kazał.
--------------------------------------------------------------------------------------------
No i jest :) Ah... nwm czemu ale lubię kiedy główna bohaterka staje się wampirem ^^
-Wstajemy księżniczko, jesteśmy już na miejscu- Otworzyłam oczy. Było już jasno, samochód został zaparkowany przed ogromną szarą willą. Mój porywacz stał w otwartych drzwiach od strony pasażera i wystawiał w moją stronę dłoń zapewne czekając aż wyjdę. Korzystałam z pomocy i chwyciłam go. Teraz byłaby odpowiednia pora na ucieczkę, chętnie bym z niej skorzystała, gdybym mogła. Moje nogi nie chcę się ruszyć. On mnie lekko pociąga i idziemy razem w stronę domu. Mężczyzna nie pukając wchodzi do domu. Znajdujemy się w pięknym nowoczesnym salonie, na kanapie siedzi... mama. Szybko biegnę w jej stronę ,a ona podnosi się ze swojego miejsca, wpadamy sobie w ramiona. Kiedy się odsuwamy spoglądam w stronę faceta obok którego siedziała. Rozpoznaję go ze zdjęcia, wygląda tak samo, jakby się nie starzał.
-Mamo wszystko dobrze ?
-Oczywiście- Uśmiechnęła się, spojrzałam w jej oczy były czarne ,tak jak u Ruggero i mojego porywacza- Czemu miałoby być inaczej ?
-W liście który napisałaś wydawałaś się wystraszona, a tak w ogóle co się stało z twoimi oczami
-Nic się nie stało kochanie, nie musisz się o nic martwić-Powiedziała.
-Miło cię w końcu poznać Martino- Spojrzałam w stronę osoby mówiącej to, która okazała się moim ojcem. Tylko przytaknęłam głową. Nie wiem czemu ale boję się go, wytwarza taką mroczną aurę- Bardzo żałuję ,że nie mogliśmy się wcześniej spotkać lecz były lekkie komplikacje. Teraz zapewne jesteś zmęczona- Nie dał mi dojść do słowa- Carl zaprowadź moją córkę do jej pokoju, i poproś kucharkę żeby zrobiła jej kanapki i herbatę -Po chwili ruszyliśmy schodami do góry, wnętrze domu jest piękne i wszystko jest tak starannie poukładane, co jest przeciwieństwem moich myśli. O co w tym wszystkim chodzi ?! Po chwili wchodzimy do pokoju o białych ścianach i ciemnych meblach. Po środku stało piękne łóżko z baldachimem, pościel była bordowa.
-Za chwilę jedna ze służek przyniesie posiłek - Powiedział i wyszedł- podeszłam do szafy i ją otworzyłam, w środku znajdowało się pełno ubrań, wszystkie były ze znanych firm i do tego w moim rozmiarze. Chciałam znaleźć jakieś spodenki i luźny t-shirt żeby się przebrać i pójść spać ,ale jedyną rzeczą która się do tego nadawała była czarna satynowa koszula nocna kończąca się w połowie uda, nie mając innego wyjścia wzięłam ją. Rozejrzałam się, oprócz drzwi którymi weszłam były jeszcze drugie, za którymi jak się okazało znajduje się łazienka. Była w takim samym stylu jak reszta domu. Zdjęłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic. Ciepła woda trochę mnie rozluźniła. Znalazłam ręcznik w jednej z szafek i się nim wytarłam, po czym ubrałam piżamę. Gdy wróciłam do pokoju na szafce leżały kanapki i kubek. Usiadłam na materacu. Zjadłam i wypiłam,a następnie się położyłam i zapadłam w sen. Obudziłam się kiedy poczułam czyiś oddech na karku. Chciałam już zacząć krzyczeć lecz przerwał mi głos.
-Nie krzycz i nie uciekaj- Osobą która mnie obudziła okazał się mój ojciec. Przyjrzał się mi, uśmiechnął i ugryzł w szyję. Boli... Nie mogę krzyczeć.
-C-co ty robisz?- pytam. Odsuwa się ode mnie
-Cii... Śpij moja śliczna wampirza córeczko- Zrobiłam tak jak kazał.
--------------------------------------------------------------------------------------------
No i jest :) Ah... nwm czemu ale lubię kiedy główna bohaterka staje się wampirem ^^
(Zmieniłam nazwę na blue_princess)
czwartek, 21 kwietnia 2016
Fedeletta od miłości do pasji#2
Od zaręczyn minęły już 2 miesiące. Ślub zaplanowaliśmy na czerwiec, czyli zostały 4 miesiące.
Obudziły mnie promyki słońca padające na moją twarz. Rozciągnęłam się po czym przetarłam oczy. Czegoś mi brakuje. Zaraz, zaraz gdzie jest Federico ? Rozejrzałam się, nie było go. Z niechęcią wygrzebałam się z cieplutkiej kołderki po czym poszłam do łazienki. Przemyłam czas po czym spojrzałam w lustro. Mam odrosty ,a do tego kolor już wypłowiał. Westchnęłam, pójdę chyba dzisiaj do fryzjera... Ubrałam się w jeansy z dziurami na kolanach i luźny biały t-shirt. Zeszłam na dół do kuchni... tu też go nie ma, ale na stole leżą naleśniki i jakaś karteczka. Podeszłam i sprawdziłam co jest na niej napisane.
Obudziły mnie promyki słońca padające na moją twarz. Rozciągnęłam się po czym przetarłam oczy. Czegoś mi brakuje. Zaraz, zaraz gdzie jest Federico ? Rozejrzałam się, nie było go. Z niechęcią wygrzebałam się z cieplutkiej kołderki po czym poszłam do łazienki. Przemyłam czas po czym spojrzałam w lustro. Mam odrosty ,a do tego kolor już wypłowiał. Westchnęłam, pójdę chyba dzisiaj do fryzjera... Ubrałam się w jeansy z dziurami na kolanach i luźny biały t-shirt. Zeszłam na dół do kuchni... tu też go nie ma, ale na stole leżą naleśniki i jakaś karteczka. Podeszłam i sprawdziłam co jest na niej napisane.
"Muszę coś dzisiaj załatwić będę
po 20, kocham cię
Federico"
Śniadanie było smaczne, Fede naprawdę jest świetnym kucharzem. Usiadłam na kanapie w salonie i włączyłam telewizję. Nic ciekawego... zostawiłam na jakimś losowym programie i zaczęłam oglądać. Około godziny 14 postanowiłam po raz kolejny pofarbować włosy. Narzuciłam na siebie ramoneskę, włożyłam białe creepersy, wzięłam torebkę i wyszłam z domu. Drzwi zakluczyłam na klucz po czym ruszyłam w stronę miasta. Dzisiaj środa więc za wiele ludzi jak na razie nie ma. Weszłam do salonu.
-Dzień dobry- Powiedziałam ,z zaplecza wyszła ta sama fryzjerka co ostatni raz jak tu byłam
-Dzień dobry, w czym mogę pomóc
-Chciałabym ,pofarbować włosy, oraz lekko je przyciąć- Dziewczyna pokazała ręką na fotel. Po 2 godzinach włosy były jak nowo narodzone. Podziękowałam i zapłaciłam odpowiednią sumę pieniędzy. Po wyjściu spojrzałam na telefon ,Federico do mnie dzwonił. Wybrałam jego numer i po kilku minutach odebrał
-Cześć kochanie- przywitał się
-Hej, dlaczego dzwoniłeś ?
-Chciałem cię spytać czy nie masz ochoty gdzieś dzisiaj iść ?
-Z chęcią
-W takim razie bądź gotowa na 20, pa
-ok, pa- hmm... chyba czas się zbierać do domu.
Jest 17 ,jestem w domu i nie wiem co robić. Wzięłam czarny lakier do paznokci po czym zaczęłam tą monotonne zajęcie w którym jeśli zrobisz jeden nieodpowiedni ruch musisz zacząć wszystko od nowa. Po skończeniu postanowiłam się przebrać, a wybrałam czarny bralet w tym samy kolorze spódniczkę i pończochy. Na nogi brązowe botki. Umalowałam się. Jest za 10 minut 8 ,a ja siedzę na łóżku i z niecierpliwością czekam na dźwięk otwierających się drzwi.
-Jestem- Wręcz zbiegłam na dół rzucając się na mojego narzeczonego. Nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Po chwili się oderwaliśmy- Pięknie wyglądasz- Powiedział po czym wziął parkę i pomógł mi ją włożyć- Idziemy ?- Ja tylko przytaknęłam. Szliśmy przez las, rozmawialiśmy o dosłownie wszystkim. Nagle się zatrzymaliśmy ,a Federico zawiązał mi coś na oczach
-Fede?
-Ciii... chodź- Prowadził mnie całą drogę, pilnował żebym nie upadła. Kiedy stanęliśmy, zdjął mi opaskę,a mnie na chwilę oślepiły światła, a po chwili rozniosły się krzyki.
-Niespodzianka!!!- Wszyscy tu byli, tata ,mama, Fran z Marco, Naty z Maxim i cała reszta paczki. Zakręciła mi się łezka w oku. Jak ja mogłam zapomnieć o moich urodzinach.
-Wszystkiego najlepszego kochanie- Powiedział mój chłopak po czym mnie pocałował- Mam dla ciebie prezent, Loly!- Zawołał po czym podbiegł do nas słodki mały haski z pięknymi niebieskimi oczami. Od razy przyklękłam i zaczęłam głaskać psiaka.
-To dla mnie ?- Zapytałam chłopaka
-Tak, jest tylko i wyłącznie twój- uśmiechnęłam się- Resztę wieczoru spędziliśmy w bardzo miłej atmosferze, był nawet grill
-----------------------------------------------------------------------------------------------
A więc jest ^^ Z lekkim spóźnieniem ale jest. Niestety (bądź też stety)24.04 wyjeżdżam i wracam dopiero 04.04 ... Rozdziały niestety nie będą się pojawiać za co bardzo przepraszam ,ale nie miałam zbyt wiele czasu, zostało mało czasu do końca roku ,a z powodu wyjazdu musiałam robić projekty na kilka przedmiotów....
Ps. przepraszam za jakiekolwiek błędy.



-Fede?
-Ciii... chodź- Prowadził mnie całą drogę, pilnował żebym nie upadła. Kiedy stanęliśmy, zdjął mi opaskę,a mnie na chwilę oślepiły światła, a po chwili rozniosły się krzyki.
-Niespodzianka!!!- Wszyscy tu byli, tata ,mama, Fran z Marco, Naty z Maxim i cała reszta paczki. Zakręciła mi się łezka w oku. Jak ja mogłam zapomnieć o moich urodzinach.
-Wszystkiego najlepszego kochanie- Powiedział mój chłopak po czym mnie pocałował- Mam dla ciebie prezent, Loly!- Zawołał po czym podbiegł do nas słodki mały haski z pięknymi niebieskimi oczami. Od razy przyklękłam i zaczęłam głaskać psiaka.
-To dla mnie ?- Zapytałam chłopaka
-Tak, jest tylko i wyłącznie twój- uśmiechnęłam się- Resztę wieczoru spędziliśmy w bardzo miłej atmosferze, był nawet grill
-----------------------------------------------------------------------------------------------
A więc jest ^^ Z lekkim spóźnieniem ale jest. Niestety (bądź też stety)24.04 wyjeżdżam i wracam dopiero 04.04 ... Rozdziały niestety nie będą się pojawiać za co bardzo przepraszam ,ale nie miałam zbyt wiele czasu, zostało mało czasu do końca roku ,a z powodu wyjazdu musiałam robić projekty na kilka przedmiotów....
Ps. przepraszam za jakiekolwiek błędy.



11#time to meet dad
Jest piątej, trwa lekcja chemii, nie lubię tego przedmiotu. Nigdy nie rozumiałam tych wszystkich atomów, pierwiastków itp. Całe gimnazjum przeszłam na 2 ,a i tak było to dla mnie dużym osiągnięciem. Omawiamy właśnie z Corą do kogo idziemy się wyszykować przed imprezą. Wyszło ,że u mnie.Alex poinformował nas ,że impreza odbędzie się obok liceum o 20. Po szkole ruszyłyśmy od razu w stronę mojego domu. Cała droga przeszła nam na rozmowie. Stoimy właśnie przed posesją mojego mieszkania.
-wow- Powiedziała szatynka, popatrzyłam na nią pytającym wzrokiem- Piękny dom
-dziękuję, był mojej babci- Powiedziałam i otworzyłam drzwi.
-Twoich starych nie ma w domu ?- zapytała. Przez chwilę zrobiło mi się smutno, ale potem wróciłam do normalnośći
-Tata opuścił nas przed tym kiedy się urodziłam ,a matka nie wiem gdzie jest
-Ah... Przykro mi
-Nic nie szkodzi, coś do picia ?
-Kawę ,jak byś mogła- Nalałam wodę do czajnika i wyjęłam kubki
-Ile łyżeczek?
-jedną płaską- Zrobiłam jak powiedziała. Oparłam się na blacie i odwróciłam się w stronę Cory.
-Mamy jeszcze 5 godzin, co będziemy robić ?
-Hmm... Może obejrzymy jakiś film ,a w międzyczasie pomalujemy paznokcie- Zaproponowała.
-Ta, dobry pomysł-woda się zagotowała- Z mlekiem czy bez ?
-Z, ale tylko trochę- jej nalałam 3/4 kubka wodą, a resztę mleko, a sobie po połowę i posłodziłam. Wzięłyśmy już gotowe kawy i weszłyśmy do mojego pokoju. Usiadłyśmy na łóżku włączając "3 metry nad niebem" ostatnio czytałam książkę ,mimo że zarzekam się ,że nie będę już czytać książek ze smutnym zakończeniem zawsze robię ten sam błąd. Wyjęłam z szafy kosmetyki i lakiery, wszystko położyłam na pościeli po czym sama się na niej usadowiłam.
-Ah... Szczerze mówiąc przystojny jest ten Alex- Wzięłam czerwony lakier.

-No nie wiem, chyba wolę Michaela-Odparłam malują pierwszego paznokcia
-Mika też jest niczego sobie, a te jego oczy i kolczyk.. mmm
-Pasowalibyście do siebie
-No nie wiem, widziałaś ile dziewczyn się wokół niego kręci ?
-Ta, w sumie racja, ale zawsze warto spróbować. Nadzieje umiera ostatnia
-Jak na razie chyba nie szukam chłopaka... Może kiedyś- trochę posmutniała więc stwierdziłam nie kontynuować tematu
-Jestem ciekawa kto jeszcze będzie na ognisku
-Ah... nie wiem ,wciąż dużo ludzi tutaj nie znam
-Ja w sumie też i mam nadzieję ,że dzisiaj choć trochę się to zmieni-Skończyłam malować paznokcie i wzięłam łyka kawy. Cora użyła czarnego lakieru. Zerknęłam w stronę laptopa. Oooo jak słodko ,Step jest taki romantyczny względem Babi... Wstałam i podeszłam do szafy wyjęłam czarne leginsy, szary sweter w paski i parkę. Resztę czasu spędziłyśmy na rozmowach i szykowaniu się. Właśnie wychodzimy z domu, na dworze robi się już ciemno.
-Jezu, boję się ciemności- powiedział Cora chwytając mnie kurczowo za ramię. Całą drogę wbijała mi ze strachu paznokcie w rękę. Przed szkołą stała grupka ludzi wśród nich rozpoznałam Michaela i Alexa, podeszłyśmy do nich.
-Hej- Przywitałyśmy się. Chłopacy spojrzeli w naszą stronę i się uśmiechnęli.
-Jesteście- Stwierdził Mika- Ah.. Chciałbym wam przedstawić Kaly- Pokazał na szarooką blondynkę-
Jeca- Blondyn o zielonych oczach- Alice- Brunetka z oczami w tym samym kolorze- i Kola- Brunet , niebieskie oczy. Przywitaliśmy się po czym ruszyliśmy w stronę ogromnego ogniska wokół którego było rozłożone całe mnóstwo koców. Usiedliśmy na jednym. Dobrze się bawiłam, ale dopiero po 23 zaczęła się zabawa. Nauczyciele już sobie poszli. Ktoś włączył muzykę. Wszyscy zaczęli tańczyć, w tym również ja. po około godzinie zmęczyłam się i usiadłam koło Alexa który coś pił.
-Napijesz się?- Zapytał wyciągając w moją stronę rękę w której trzymał piwo. Po krótkim zastanowieniu stwierdziłam "Raz się żyje" i wypiłam kilka łyków. Wyjęłam telefon, przez chwilę byłam lekko oślepiona przez jasność wyświetlacza lecz po chwili mój wzrok wrócił do normy. Było pół godziny po północy.
-Dobra ja już muszę lecieć- Wstałam po czym wszystkich pożegnałam- Widzimy się w szkole- Powiedziałam jeszcze na odchodne. Włączyłam latarkę w telefonie po czym ruszyłam w stronę domu, po raz kolejny poczułam się jakby ktoś mnie śledził. Zaczęłam iść szybciej, po chwili nawet biegłam. Nagle ktoś złapał mnie w pasie. Zaczęłam krzyczeć i się wyrywać, ktoś położył dłoń na moich ustach przez co nie mogłam wydać z siebie żadnego odgłosu. Ugryzłam oprawcę, puścił mnie. Zaczęłam uciekać. Nie uszłam 3 metrów.
-Suka- Usłyszałam i po chwili zostałam ponownie uwięziona-Masz szczęście ,że szef zakazał ciebie uszkodzić- Byłam zdezorientowana, jaki szef?- Teraz słuchaj mnie uważnie, będziesz grzeczną dziewczynką i nie będziesz się szarpać- Przytaknęłam głową i się uspokoiłam , o co chodzi? Podniósł mnie i z niewiarygodną szybkością znaleźliśmy się przy jakimś aucie, rozejrzałam się , jesteśmy obok mojego domu. Zaraz, zaraz przecież to jeszcze z 7 minut drogi... Tez dzień jest naprawdę dziwny. Zostałam posadzona na miejscu pasażera. Mój porywacz usiadł za kierownicą. Był to mężczyzna , wysoki, blond włosy i czarne oczy, dokładnie takie jak ma Ruggero.
-Czas żeby spotkać tatusia złotko- Powiedział po czym ruczyliśmy
-----------------------------------------------------------------------------------------
A więc jest rozdział ^^ Zapraszam o 20 na na bloga (niespodzianka którą większość z was może się spodziewać)
-wow- Powiedziała szatynka, popatrzyłam na nią pytającym wzrokiem- Piękny dom
-dziękuję, był mojej babci- Powiedziałam i otworzyłam drzwi.
-Twoich starych nie ma w domu ?- zapytała. Przez chwilę zrobiło mi się smutno, ale potem wróciłam do normalnośći
-Tata opuścił nas przed tym kiedy się urodziłam ,a matka nie wiem gdzie jest
-Ah... Przykro mi
-Nic nie szkodzi, coś do picia ?
-Kawę ,jak byś mogła- Nalałam wodę do czajnika i wyjęłam kubki
-Ile łyżeczek?
-jedną płaską- Zrobiłam jak powiedziała. Oparłam się na blacie i odwróciłam się w stronę Cory.
-Mamy jeszcze 5 godzin, co będziemy robić ?
-Hmm... Może obejrzymy jakiś film ,a w międzyczasie pomalujemy paznokcie- Zaproponowała.
-Ta, dobry pomysł-woda się zagotowała- Z mlekiem czy bez ?
-Z, ale tylko trochę- jej nalałam 3/4 kubka wodą, a resztę mleko, a sobie po połowę i posłodziłam. Wzięłyśmy już gotowe kawy i weszłyśmy do mojego pokoju. Usiadłyśmy na łóżku włączając "3 metry nad niebem" ostatnio czytałam książkę ,mimo że zarzekam się ,że nie będę już czytać książek ze smutnym zakończeniem zawsze robię ten sam błąd. Wyjęłam z szafy kosmetyki i lakiery, wszystko położyłam na pościeli po czym sama się na niej usadowiłam.
-Ah... Szczerze mówiąc przystojny jest ten Alex- Wzięłam czerwony lakier.

-No nie wiem, chyba wolę Michaela-Odparłam malują pierwszego paznokcia
-Mika też jest niczego sobie, a te jego oczy i kolczyk.. mmm
-Pasowalibyście do siebie
-No nie wiem, widziałaś ile dziewczyn się wokół niego kręci ?
-Ta, w sumie racja, ale zawsze warto spróbować. Nadzieje umiera ostatnia
-Jak na razie chyba nie szukam chłopaka... Może kiedyś- trochę posmutniała więc stwierdziłam nie kontynuować tematu
-Jestem ciekawa kto jeszcze będzie na ognisku
-Ah... nie wiem ,wciąż dużo ludzi tutaj nie znam
-Ja w sumie też i mam nadzieję ,że dzisiaj choć trochę się to zmieni-Skończyłam malować paznokcie i wzięłam łyka kawy. Cora użyła czarnego lakieru. Zerknęłam w stronę laptopa. Oooo jak słodko ,Step jest taki romantyczny względem Babi... Wstałam i podeszłam do szafy wyjęłam czarne leginsy, szary sweter w paski i parkę. Resztę czasu spędziłyśmy na rozmowach i szykowaniu się. Właśnie wychodzimy z domu, na dworze robi się już ciemno.
-Jezu, boję się ciemności- powiedział Cora chwytając mnie kurczowo za ramię. Całą drogę wbijała mi ze strachu paznokcie w rękę. Przed szkołą stała grupka ludzi wśród nich rozpoznałam Michaela i Alexa, podeszłyśmy do nich.
-Hej- Przywitałyśmy się. Chłopacy spojrzeli w naszą stronę i się uśmiechnęli.
-Jesteście- Stwierdził Mika- Ah.. Chciałbym wam przedstawić Kaly- Pokazał na szarooką blondynkę-Jeca- Blondyn o zielonych oczach- Alice- Brunetka z oczami w tym samym kolorze- i Kola- Brunet , niebieskie oczy. Przywitaliśmy się po czym ruszyliśmy w stronę ogromnego ogniska wokół którego było rozłożone całe mnóstwo koców. Usiedliśmy na jednym. Dobrze się bawiłam, ale dopiero po 23 zaczęła się zabawa. Nauczyciele już sobie poszli. Ktoś włączył muzykę. Wszyscy zaczęli tańczyć, w tym również ja. po około godzinie zmęczyłam się i usiadłam koło Alexa który coś pił.
-Napijesz się?- Zapytał wyciągając w moją stronę rękę w której trzymał piwo. Po krótkim zastanowieniu stwierdziłam "Raz się żyje" i wypiłam kilka łyków. Wyjęłam telefon, przez chwilę byłam lekko oślepiona przez jasność wyświetlacza lecz po chwili mój wzrok wrócił do normy. Było pół godziny po północy.
-Dobra ja już muszę lecieć- Wstałam po czym wszystkich pożegnałam- Widzimy się w szkole- Powiedziałam jeszcze na odchodne. Włączyłam latarkę w telefonie po czym ruszyłam w stronę domu, po raz kolejny poczułam się jakby ktoś mnie śledził. Zaczęłam iść szybciej, po chwili nawet biegłam. Nagle ktoś złapał mnie w pasie. Zaczęłam krzyczeć i się wyrywać, ktoś położył dłoń na moich ustach przez co nie mogłam wydać z siebie żadnego odgłosu. Ugryzłam oprawcę, puścił mnie. Zaczęłam uciekać. Nie uszłam 3 metrów.
-Suka- Usłyszałam i po chwili zostałam ponownie uwięziona-Masz szczęście ,że szef zakazał ciebie uszkodzić- Byłam zdezorientowana, jaki szef?- Teraz słuchaj mnie uważnie, będziesz grzeczną dziewczynką i nie będziesz się szarpać- Przytaknęłam głową i się uspokoiłam , o co chodzi? Podniósł mnie i z niewiarygodną szybkością znaleźliśmy się przy jakimś aucie, rozejrzałam się , jesteśmy obok mojego domu. Zaraz, zaraz przecież to jeszcze z 7 minut drogi... Tez dzień jest naprawdę dziwny. Zostałam posadzona na miejscu pasażera. Mój porywacz usiadł za kierownicą. Był to mężczyzna , wysoki, blond włosy i czarne oczy, dokładnie takie jak ma Ruggero.
-Czas żeby spotkać tatusia złotko- Powiedział po czym ruczyliśmy
-----------------------------------------------------------------------------------------
A więc jest rozdział ^^ Zapraszam o 20 na na bloga (niespodzianka którą większość z was może się spodziewać)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
