Po przebudzeniu, pierwszą rzeczą jaką ujrzałam była moja matka. Wyjaśniła mi wszystko, mówiła ,że mi się to spodoba. Była jakaś... inna, taka poważna i wyniosła, jej uśmiech wydawał się sztuczny, tak jakby nie była sobą. Po tym jak wyszła przyszła jakaś dziewczyna w młodym wieku, może o rok starsza ode mnie. Matka poinformowała mnie ,że po przemianie w wampira ma się czarne oczy, ta służąca takie miała. Położyła na szafce, szklankę z czerwoną cieczą, krwią, dygnęła i odeszła. Podniosłam naczynie i z lekkim wahaniem wzięłam łyka. Smakowało... metalicznie, ale słodko. Wypiłam do końca i nie chcąc spotkać jeszcze rodziny położyłam się na łóżku. Wiele się zmieniło od przeprowadzki... Śmierć babci, poznanie Ruggero, porwanie mamy, zaprzyjaźnienie się z Corą, pojawienie się ojca o którym nigdy przedtem nie słyszałam, odnalezienie mamy, a teraz jeszcze zostanie wampirem i picie krwi. W pewnym momencie zasnęłam, znalazłam się w szkole. Rozejrzałam się, nikogo tutaj nie było oprócz odwróconej do mnie tyłem kobiety o kruczych włosach w pięknej długiej granatowej sukni.
-Kim jesteś? -Pytam, nic nie odpowiada- Co tutaj robisz? - taka sama reakcja. Zrobiłam krok do przodu ,a ona ruszyła, podążałam za nią korytarzem który wydawał się nie mieć końca. Po chwili skręciła do jednej z sal, wtedy poznałam tożsamość dziewczyny, okazała się nią Cora.
-Uciekaj- powiedziała spokojnym głosem. Popatrzałam na nią pytająco.
-Po co? Od kogo? Gdzie?
- Od swojej rodziny, jak najdalej i jak najszybciej
-ale dlaczego- nie nie powiedziała tylko rozpłynęła się w powietrzu, a ja się obudziłam. Wstałam szybko z materaca, na dworze jest ciemno, idealnie. Po cichu otworzyłam drzwi od pokoju i ruszyłam w stronę schodów. Wyjrzałam za balustradę, na dole pali się światło, czyli tą opcję mogę już wykluczyć. Wróciłam do sypialni, otworzyłam okno, od razu pod spodem jest drabinka z różami, cała posesję ogradza płot, a dalej jest las. Na telefonie który dzisiaj odzyskałam sprawdziłam gdzie tak w ogóle jestem. Dom znajduje się na obrzeżach małego miasteczka , jakieś 25 kilometrów od Glasgow. Blokuję komórkę i podchodzę do szafy z której wyjmuję jedyne spodnie jakie tu mam, czarne obcisłe rurki , przylegającą bluzkę z dosyć dużym dekoltem i teraz zostały buty. Najbardziej się do tego nadają baleriny na 6 centymetrowej koturnie, reszta to szpilki na dosyć sporym obcasie . Biorę jeszcze kilka ubrań i wkładam je pod kołdrę, może coś to da. Przebieram się, a obuwie chwytam w dłoń, sprawdzam jeszcze trasę i mogę zaczynać. Ostrożnie wychodzę przez okno i i schodzę na ziemię. Po dotknięciu podłoża szybko biegnę w stronę drzew, przeskakuję przez murek ogradzający dom i ruszam w głąb lasu. Mimo ,że jest ciemno widzę wyraźnie każdy szczegół i słyszę nawet najmniejszy ruch. Kiedy jestem w bezpiecznej odległości zwalniam i ubieram buty. Teraz muszę iść dalej prosto póki nie dotrę do drogi, tam złapię stopa. Z tą myślą ruszam przed siebie.
~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~
Już świta ,a ja stoję, wymachuję ręką i czekam aż ktoś się zlituje i mnie odwiezie. Po chwili koło mnie zatrzymuje się czerwony samochód. Okno jest otwarte, a przez nie widać kierowcę którym jest facet w średnim wieku.
-Dokąd ślicznotko ?- pyta
-Glasgow- on tylko kiwa głową i otwiera mi drzwi, siadam na miejsce pasażera i zapinam pas. Jedziemy już trochę kiedy David, bo tak nazywa się mężczyzna zjeżdża na pobocze. Nie wiem o co chodzi, przecież tutaj nic nie ma, jesteśmy na odludziu-Czemu się zatrzymaliśmy?- Nie odpowiada tylko odpina pas i blokuje drzwi. Położył rękę na moim kolanie i zaczął mnie głaskać po udzie.
-Jesteś bardzo atrakcyjną kobietą Martino, a ja bardzo samotnym mężczyzną, bez żony i dzieci, który ma swoje potrzeby- zaczynam się bać- a ty jesteś moją taką gwiazdką z nieba- chwyta mnie za pierś ,a ja próbuję się uwolnić od jego dotyku. Uśmiecha się chytrze i opuszcza mój fotel ,a mnie samą unieruchamia. Próbuję się wyrywać, ale nic to nie daje, po chwili puszcza moje ręce i rozpina mi spodnie, korzystając z chwili używam całej mojej siły i popycham go. Uderzył w karoserię samochodu, a więc to jest ta słynna wampirza siła. Nie rusza się, jego oczy są szeroko otwarte, a z głowy cieknie krew. Czuję ją tak dobrze, nie wiele myśląc wbijam się w szyję mego niedoszłego oprawcy. Dopiero kiedy skończyłam uświadomiłam sobie, że zabiłam człowieka. Mój oddech stał się płytki ,a ja zaczęłam się trząść. Siedziałam tak przez chwilę.
-Spokojnie, musisz się opanować- mówię do siebie- wdech, wydech, wdech, wydech- już uspokojona odblokowuję drzwiczki i wychodzę samochodu, a ze sobą zabieram Davida. Wyrzucam go na pobocze i wracam do pojazdu. Przekręcam kluczyki, włączam radio i ruszam do domu.
------------------------------
No i jest rozdział :) miał być dłuższy, ale stwierdziłam ,że nie będę dawała jednego mega długiego rozdziału, tylko dwa krótsze, wtedy będzie mi łatwiej to ogarnąć. Jako iż David długo sobie nie pożył to przynajmniej będzie w tytule :)
-Kim jesteś? -Pytam, nic nie odpowiada- Co tutaj robisz? - taka sama reakcja. Zrobiłam krok do przodu ,a ona ruszyła, podążałam za nią korytarzem który wydawał się nie mieć końca. Po chwili skręciła do jednej z sal, wtedy poznałam tożsamość dziewczyny, okazała się nią Cora.
-Uciekaj- powiedziała spokojnym głosem. Popatrzałam na nią pytająco.
-Po co? Od kogo? Gdzie?
- Od swojej rodziny, jak najdalej i jak najszybciej
-ale dlaczego- nie nie powiedziała tylko rozpłynęła się w powietrzu, a ja się obudziłam. Wstałam szybko z materaca, na dworze jest ciemno, idealnie. Po cichu otworzyłam drzwi od pokoju i ruszyłam w stronę schodów. Wyjrzałam za balustradę, na dole pali się światło, czyli tą opcję mogę już wykluczyć. Wróciłam do sypialni, otworzyłam okno, od razu pod spodem jest drabinka z różami, cała posesję ogradza płot, a dalej jest las. Na telefonie który dzisiaj odzyskałam sprawdziłam gdzie tak w ogóle jestem. Dom znajduje się na obrzeżach małego miasteczka , jakieś 25 kilometrów od Glasgow. Blokuję komórkę i podchodzę do szafy z której wyjmuję jedyne spodnie jakie tu mam, czarne obcisłe rurki , przylegającą bluzkę z dosyć dużym dekoltem i teraz zostały buty. Najbardziej się do tego nadają baleriny na 6 centymetrowej koturnie, reszta to szpilki na dosyć sporym obcasie . Biorę jeszcze kilka ubrań i wkładam je pod kołdrę, może coś to da. Przebieram się, a obuwie chwytam w dłoń, sprawdzam jeszcze trasę i mogę zaczynać. Ostrożnie wychodzę przez okno i i schodzę na ziemię. Po dotknięciu podłoża szybko biegnę w stronę drzew, przeskakuję przez murek ogradzający dom i ruszam w głąb lasu. Mimo ,że jest ciemno widzę wyraźnie każdy szczegół i słyszę nawet najmniejszy ruch. Kiedy jestem w bezpiecznej odległości zwalniam i ubieram buty. Teraz muszę iść dalej prosto póki nie dotrę do drogi, tam złapię stopa. Z tą myślą ruszam przed siebie.
~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~°~
Już świta ,a ja stoję, wymachuję ręką i czekam aż ktoś się zlituje i mnie odwiezie. Po chwili koło mnie zatrzymuje się czerwony samochód. Okno jest otwarte, a przez nie widać kierowcę którym jest facet w średnim wieku.
-Dokąd ślicznotko ?- pyta
-Glasgow- on tylko kiwa głową i otwiera mi drzwi, siadam na miejsce pasażera i zapinam pas. Jedziemy już trochę kiedy David, bo tak nazywa się mężczyzna zjeżdża na pobocze. Nie wiem o co chodzi, przecież tutaj nic nie ma, jesteśmy na odludziu-Czemu się zatrzymaliśmy?- Nie odpowiada tylko odpina pas i blokuje drzwi. Położył rękę na moim kolanie i zaczął mnie głaskać po udzie.
-Jesteś bardzo atrakcyjną kobietą Martino, a ja bardzo samotnym mężczyzną, bez żony i dzieci, który ma swoje potrzeby- zaczynam się bać- a ty jesteś moją taką gwiazdką z nieba- chwyta mnie za pierś ,a ja próbuję się uwolnić od jego dotyku. Uśmiecha się chytrze i opuszcza mój fotel ,a mnie samą unieruchamia. Próbuję się wyrywać, ale nic to nie daje, po chwili puszcza moje ręce i rozpina mi spodnie, korzystając z chwili używam całej mojej siły i popycham go. Uderzył w karoserię samochodu, a więc to jest ta słynna wampirza siła. Nie rusza się, jego oczy są szeroko otwarte, a z głowy cieknie krew. Czuję ją tak dobrze, nie wiele myśląc wbijam się w szyję mego niedoszłego oprawcy. Dopiero kiedy skończyłam uświadomiłam sobie, że zabiłam człowieka. Mój oddech stał się płytki ,a ja zaczęłam się trząść. Siedziałam tak przez chwilę.
-Spokojnie, musisz się opanować- mówię do siebie- wdech, wydech, wdech, wydech- już uspokojona odblokowuję drzwiczki i wychodzę samochodu, a ze sobą zabieram Davida. Wyrzucam go na pobocze i wracam do pojazdu. Przekręcam kluczyki, włączam radio i ruszam do domu.
------------------------------
No i jest rozdział :) miał być dłuższy, ale stwierdziłam ,że nie będę dawała jednego mega długiego rozdziału, tylko dwa krótsze, wtedy będzie mi łatwiej to ogarnąć. Jako iż David długo sobie nie pożył to przynajmniej będzie w tytule :)