niedziela, 18 października 2015

Fedeletta od miłości do pasji#1


Hej witajcie tu znów ja Violetta od zapisanych wydarzeń minął rok. Z Federico chodzimy do collegu (?) Ja poszłam na psychologię ,a on na sport. Układa nam się wspaniale. Mama urodziła słodką dziewczynkę o imieniu Lili. Do Buenos Aires przyjeżdżamy kiedy tylko mamy czas, a jego nie ma zbyt wiele. Tęsknię za przyjaciółmi ale czuję ,że tu jest moje miejsce, tu się czuję dobrze.Niecałe 2 miesiące temu zaczął się nasz 2 rok szkolny. Jestem właśnie z Anni -koleżanką ze szkoły- na zakupach, już niedługo Halloween co się wiąże z tym ,że będzie impreza,a ja nie mam jeszcze stroju. Dzisiaj w H&M jest unikatowa Halloweenowa kolekcja. Przeglądam właśnie kostiumy kiedy natrafiam na kostium z kart-królowa Kier-to jest to. Po przymieżeniu jeszcze bardziej jestę pewna swego wyboru. Biorę

Po udanych zakupach-wzięłam jeszcze kilka drobiazgów-wróciłam do domu gdzie-jak zwykle- na kanapie siedział mój chłopak i grał w jakąś grę
-Hej-powiedziałam i odstawiając zakupy podeszłam do niego i przytuliłam-jak tam minął ci dzień ?
-mmm... nie najgorzej, a tobie ?-zaczął całować mnie po szyi ,mruknęłam
-wspaniale, kupiłam przebranie na imprezę-przeniósł się na dekolt- a ty masz już coś ?
-oczywiście ,że nie, jutro coś wymyśle


Dzień balu. Maluję właśnie serduszko na ustach kiedy do pokoju wchodzi Federico w stroju wampira
-oryginalnie- mówię i wstaję od toaletki ,przygląda mi się przez chwilę.
-wyglądasz pięknie, idziemy?
-mhm...

Mieszkamy w tym samym domu co rok temu do szkoły mamy zaledwie 15 minut drogi samochodem. Po wejściu na salę gimnastyczną -gdzie wszystko się odbywało- naszym oczom ukazuje się upiornie , to znaczy ładnie ale trochę strasznie ustrojona sala, wszyscy są poprzebierani, a w miskach jest krwisty pącz. Od razu idziemy na parkiet. leciała właśnie piosenka One Direction "story of my life"-szkoda ,że nie są już zespołem ,byli świetni- jest to mimo wszystko wolny kawałek więc wtuliłam się w Fede. Kilka piosenek później dyrektor wszedł na scenę żeby ogłosić króla i królową balu.
-Proszę wszystkich o uwagę, razem z panią Pumpernikiel oraz panem Holinacym wybraliśmy króla i królową ,a więc koronę dostaje Federico Pasquarelli- Po sali rozniosły się brawa- oraz... tum.... tum... tum....-błagam ja, błagam ja, błagam ja- Monica Mcland brawa!- odgłosy klaskania po raz kolejny wypełnił salę - Monica? gdzie jest Monica? -Spytał jakiegoś chłopaka z którym prawdopodobnie chodziła, on tylko coś powiedział ,a dyrektor odwrócił się w nasza stronę- W takim wypadku koronę dostaje.... Violetta Castillo -Z wielkim uśmiechem weszłam na scenę. Wow... 
-Chwilka!- Powiedział Federico- chciałbym coś ogłosić!- Machnął ręką do DJ'a ,a z głośników wydobyły się dźwięki jakieś piosenki. Po chwili mój wampirek zaczął śpiewać. Nie no nie wierzę...on jest taki kochany... łaza poleciała mi z oka -KOCHAM CIĘ Vilu wyjdź za mnie- powiedziawszy to klęknął i wyciągnął przepiękny pierścionek- wiem ,że masz tylko 19 lat ,a ja 20 ale kocham cię.... po prostu kocham
-t...tak wyjdę za ciebie- rzuciłam mu się na szyję , a wokół nas rozniosły się wiwaty. A miała to być po prostu impreza Halloween-owa...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pisana na szybko jak juz mówiłam nie mam swojego sprzętu więc jestem na mamy która za chwilkę wróci... kiedy będę miała możliwość to napiszę coś lepszego ;)
PS. tak jak kiedyś tam mówiłam dodaję dalsze losy bohaterów poprzedniego opowiadania :D często się to jednak nie będzie pojawiać no ale tak jakoś mnie natchnęło  


niedziela, 4 października 2015

7#Secrets

Minął tydzień.... Tydzień.... Tydzień... Bez mamy ,bez szkoły ,bez Ruggero.
7 dni, bez jakiegokolwiek styknięcia ze społeczeństwem, tylko pamiętnik matki, listy i zdjęcie mojego ojca... Co to wszystko ma oznaczać... Czuję ,że odpowiedź jest tuż przed nosem taka łatwa ,taka oczywista... Ale niemogę jej znaleźć . westchnęłam z frustracją i podniosłam się z krzesła.
-To jest na nic!-krzyknęłam- jakby porwali ją żeby zabić ,to by już dawno to zrobili !- zaczęłam chodzić po pokoju i myśleć... Myśleć... Myśleć... Z moich przemyśleń obudziło mnie burczenie w brzuchu więc zeszłam na dół do kuchni. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Od tych kilku dni schudłam diametralnie ,a życie nie daje mi takiego szczęścia jak kiedyś. Pusta miska leży przedemną ,a ja patrzę na krajobraz lasu z za okna. Wstałam nagle od stołu i ruszyłam w stronę wyjścia. Na dworze był dzisiaj szron więc wzięłam płaszczyk. W tym roku początek października jest nadzwyczaj zimny. Po wyjściu z domu uderzył we mnie chłodny orzeźwiający wiaterek. Od razu weszłam w stan błogiego ukojenia. Do płuc nabrałam jak najwięcej tego życiodajnego pierwiastka chemiczego (wtf?! Chodzi o tlen). Postanowiłam się przejść po lesie, odprężyć się i zacząć myśleć trzeźwo. Z piaszczystej drogi zrobiło się błoto co było lekkim utrudnieniem w moich planach ,ale i tak z nich nie ,zrezygnowałam. Idę już tak z pół godziny ,robi się ciemno. Już mam wracać kiedy ktoś łapie mnie w tali. Podskoczyłam z zaskoczania i zaczęłam się wyrywać.
-Co tutaj robisz moja droga ,niedługo zapadnie mrok- ten znany mi już głos uspokaja mnie. Odwracam się w stronę mojego oprawcy i spoglądam na jego przeszywające czarne tęczówki.
-miałam właśnie wracać- powiedziałam. Ruggero na te słowa się uśmiechnął.
-Wspaniale ,w takim razie chodźmy- powiedział i mnie puścił. Nawet po tych trzech spotkaniach wiem ,że nie warto się sprzeciwiać więc ruszyłam.
-Co ty tak w ogóle robisz w środku lasu?-zapytałam
-To samo co ty Martino, spaceruję- po tej krótkiej wymianie zdań już się nieodezywaliśmy do siebie. Wreszcie przystanęliśmy przy moim domu. Niechciałam być niegrzeczna więc się go spytałam...
-wejdziesz?
-Z chęcią- otworzyłam drzwi i ruszyłam do salonu. Ruggero usiadł na kanapie.
-Coś do picia?
-nie dziękuję-odpowiada więc siadam na fotelu.
-Nie jest ci zimno- powiedziałam spoglądając na jego ubranie, jeansy, biały t-shirt, trampki i oczywiście czarna skórzana kórtka- na dworze są z 3°C
-Nie ,nie jest.
-Na pewno?
-tak na pewno- powiedział
-Ile masz lat ?- pytam.
-21 , piękny dom.
-Był mojej babci- odpowiadam ,a łza zakręciła mi się w oku. Najpierw patrzy na mnie ze zdziwieniem ,a potem zrozumieniem.
-Przykro mi
-...
-Dziękuję za te krótkie ale jakże miłe spotkanie ale muszę iść jeszcze coś załatwić- powiedziawszy to wstał- przyjdę po ciebie jutro o 20 ubierz się ciepło- chciałam coś powiedzieć ale zrezygnowałam i zeszłam z krzesła. Przed wyjściem się z nim pożegnałam. Mimo wszystko to spotkanie pozwoliło mi choć na chwilkę uwolnić od myśli na temat mojej mamy...
-----------------------------------------------------------
Ło luju! Jaki beznadziejny rozdział... Ygh dobra... Tsa  rozdział trzeba zawdzięczyć książce "dotyk juli" którą teraz czytam... Dała mi wenę żeby coś napisać ;p




niedziela, 27 września 2015

6#mysterious forest

Pochłonięta wymyślaniem teoriami na temat ojca, siedziałam na łóżku mamy ,na którym były porozrzucane zdjęcia i listy. Kim on jest? Czemu wrócił akurat teraz? Wie w ogóle ,że istnieję? Jak ja bardzo pragnę odpowiedzi na te pytani... Przymknęłam oczy i odchyliłam głowę do tyłu. Już miałam iść do swojej sypialni kiedy spojrzałam w stronę okna. Na dworze zapadał mrok. Nagle poderwałam się z łóżka i popędziłam do swojego pokoju, przypomniało mi się o dzisiejszym spotkaniu. Szybko weszłam go garderoby skąd zabrałam w legginsy, szarą bluzkę z długim rękawem i sercem na środku oraz czarne lity. W łazience wzięłam szybko prysznic, pomalowałam się dosyć delikatnie i tylko rozczesałam włosy,ale czy to dobry pomysł żeby iść na spotkanie z chłopakiem którego ledwo znam, kiedy moja mama jest nie wiadomo gdzie ? A co jak on jest w jakiejś mafii czy czymś ,a oni porwali moją matkę ,a teraz chcą to samo zrobić ze mną ? Czy to nie jest dziwne ,że spotkałam go akurat w dzień kiedy moja rodzicielka zginęła? Przecież szedł od strony mojego domu... Albo... Nie zdążyłam dokończyć swoich myśli kiedy zabrzmiał dzwonek od drzwi. Zabrałam torebkę i poszłam do wejścia wzięłam wdech i je otworzyłam za nimi stał Ruggero w białej koszulce, czarnych spodniach ,trampkach i skórzanej kurtce. Na jego ustach gościł łobuzerski uśmieszek.
-cześć-przywitałam się
-witaj Martino, idziemy? - z lekkim zawahaniem skinęłam głową. Przed domem stało czarne porsche. Otworzył mi drzwi od strony pasażera ,a kiedy usiadłam ruszył na miejsce kierowcy, ja w tym czasie zapięłam pas.
-Gdzie jedziemy ?-spytałam kiedy wyjechaliśmy spod mojego domu
-Do lasu moja droga- popatrzyłam na niego z przerażeniem ,a on tylko się uśmiechnął. Nie powiem zaczęłam się jeszcze bardziej bać... Przez całą drogę się nie odzywaliśmy. Jedziemy już jakieś pół godziny i cały czas wśród drzew. Samochód wreszcie się zatrzymał. Chciałam już wysiąść ale drzwiczki były zablokowane. Po tym kiedy Ruggero otworzył mi je ruszyliśmy w głąb puszczy. Zaczęłam się trząść ,było ciemno ,a wokół nas żadnej żywej duszy .Nie odzywałam się, byłam przestraszona, on to wyczuł- nie bój się, nic ci nie zrobię- za bardzo mnie tym nie uspokoił. Szliśmy dalej póki nie stanęliśmy przed jakimiś ruinami domu.
-Co my tutaj robimy?- zapytałam
-Zobaczysz- wszedł do środka ,a ja za nim. Bardziej od niego boję się zostać sama w mrocznym lesie. W środku był równie zniszczony co na zewnątrz. Mimo przeżytych lat widać, że kiedyś był piękny. Na niektórych ścianach widać wyrzeźbione wzorki, a w jak mniemam salonie był piękny kominek. Podłoga skrzypiała, była drewniana. Po schodach wchodziło się na górę gdzie się udaliśmy, potem po jeszcze jednych na poddasze. Nie było połowy dachu przez co był widok na tysiące małych gwiazd rozmieszczony po niebie. Dzisiaj księżyc był w pełni co wyglądało jeszcze bardziej niesamowicie.
-Wow- wydukałam.
-wiedziałem ,że ci się podoba -powiedział i podszedł do jakiegoś starego biurka, z za którego wyjął koc ,wino ,kieliszki i truskawki.
-------------------------------------------------------------
Tsa... Kiepski, krótki i nudny rozdział ,ale po prostu chciałam w końcu go dodać ;)


sobota, 19 września 2015

5#father

Minęły trzy dni od spotkania z tajemniczym chłopakiem,a moje życie ciągnęło się dalej ,każdy kolejny dzień był coraz nudniejszy. Codziennie te same czynności... Pobudka, śniadanie, szkoła, obiad, kolacja, sen. Ygh... Właśnie wracam z liceum. Moje autko jeszcze nie dotarło więc muszę chodzić na piechotę. Pochłonięta swoimi myślami nie zauważyłam osoby przede mną co spowodowało zderzenie. Upadłabym gdyby nie ręce na moich biodrach.
-Przepraszam zamyśliłam się- powiedziałam i się zarumieniłam. Spojrzałam w górę ,a moje serce zaczęła szybciej bić kiedy ujrzałam te czarne przeszywające tęczówki.
-I znowu na mnie lecisz-uśmiechnął się- nie żeby mi to przeszkadzało ale lepiej uważaj na drogę.
-J...ja...-jąkałam się ,a on tylko się zaśmiał
-Może cię odprowadzić ?- nie mogłam wydusić z siebie ani słowa więc przytaknęłam jedynie głową- więc Martino jak minął ci dzień?- zapytał
-Dobrze-powiedziałam prawie ,że niesłyszalnie- a tobie?
-wspaniale- reszta drogi minęła nam w ciszy
-To tutaj- powiedziałam kiedy byliśmy przy mojej posesji- dziękuję za odprowadzenie...
-Ruggero- popatrzyłam na niego pytająco- mam na imię Ruggero- a więc tak ma na imię...
-więc żegnaj Ruggero- chciałam już iść kiedy chwycił mnie za rękę
-Dzisiaj o 20 po ciebie wpadnę- powiedział i poszedł. Patrzyłam na niego jeszcze przez chwilę i ruszyłam.
-Jestem !- krzyknęłam wchodząc do mieszkania. nie uzyskałam odpowiedzi- Mamo!?-cisza. Może jest w ogrodzie. Niestety tam też jej nie było lekko spanikowana weszłam do swojego pokoju. Na początku wydawało się ,że wszystko jest na miejscu ale po dokładnym przyjrzeniu dostrzegłam małą karteczkę na moim łóżku. Szybkim krokiem podeszłam po nią. niewyraźny tekst znajdujący się na niej jednakowo mnie zszokował jak i wystraszył.
Kochanie!
Przyszedł po mnie, wiedziałam ,że tak się stanie ale  nie tak szybko. przepraszam,że ci o niczym ci nie powiedziałam ale nie mogłam, bałam się. Pamiętaj kocham cię, uważaj na siebie i nie  rozmawiaj z tajemniczymi osobami.
Ps. pod moim łóżkiem

Ruszyłam biegiem do jej pokoju. Tak jak napisała było tam pudełko,a w środku kilka listów, fotografii, zdjęcia i naszyjnik. Zaczęłam od pamiętnika po każdej przeczytanej stronie coraz bardziej się dziwiłam ile moja rodzicielka przede mną ukrywała. Mój ojciec nie odszedł od niej... To ona odeszła od niego. Nie napisała dlaczego ale po dacie można stwierdzić ,że to około 8 miesięcy przed tym kiedy się urodziłam... Po przejrzeniu całego mam więcej pytań niż odpowiedzi. Listy to same listy miłosne ,a na fotografii jest moja mama oraz widać, że jest przy niej wycięta postać ciekawe kto to... Na koniec został naszyjnik z sercem które się otwiera. Jeju... Moja matka i... Mężczyzna z brązowymi oczami i postawionymi do góry czarnymi włosami... Mój tata. To po nim mam kolor oczu...
---------------------------------------------------------
PRZEPRASZAM
Szkoła, przyjaciele i sytuacje które myślałam ,że zdarzają się tylko w filmach... To powody dla których ten rozdział jest taki beznadziejny...
PRZEPRASZAM



niedziela, 6 września 2015

4#First met

Błagam, (tak BŁAGAM) o komentarze...
----------------------------------------------------------
Irytujący dźwięk budzika spowodował ,że ociężale otworzyłam oczy. Przez chwile widziałam tylko plamki ,ale po chwili ukazał mi się mój pokój. Rozciągnęłam się, a moje ciało przeszedł miły dreszcz. Wstałam leniwie z łóżka. Na boso podeszłam do szafy z której wyjęłam świerzą bieliznę , szary, przy duży sweter i rurki z rozdarciami na kolanach. Wzięłam wszystko i poszłam do łazienki. Zdjęłam wczorajsze ubrania i weszłam pod prysznic. Ciepła woda spływa po moim ciele ,a ja czuję jak moje mięśnie się rozluźniają. Umyłam ciało płynem o zpachu wrzosu i włosy szamponem waniliowym. Po pewnym czasie w którym rozmyślałam o wszystkim co stało się w tym tygodniu wyszłam. Zabrałam ręcznik leżący na szafce i się nim wytarłam.  Spojrzałam w lustro i jedynie westchnęłam na swój widok. Podkrążone oczy, spjerzchnięte usta i zaczerwienione policzki. Odwróciłam się od swojego odbicia i ubrałam. Włosy rozczesałam zostawiłam rozpuszczone ,żeby szybciej wyschły. Makijażu na razie nie będę robić, bo i tak nie mam w planie nigdzie wychodzić. Gotowa zeszłam na dół gdzie mama robiła jajecznicę. Usiadłam na blacie.
-Hej mamo-przywitałam się.
-Dzień dobry kochanie-pocałowała mnie w policzek po czym wróciła do wcześniejszego zajęcia- mogłabyś potem pójść do sklepu ? Nie mam z czego ugotować obiad.
-Umm... Dobrze- Drogę znam świetnie często chodziłam z babcią na zakupy...
-Siadaj już do stołu ,a ja zaraz przyniosę śniadanie-uśmiechnęłam się do niej promiennie i ruszyłam do jadalni. Po chwili przyszła mama z już gotowym posiłkiem. Kiedy zjadłam, przygotowałam się i dostałam listę zakupów, ruszyłam. Drzewo, drzewo i kolejne drzewo... Droga przez ten las ciągnie się w nieskończoność. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, 12:30. Chciałam już schować urządzenie kiedy w coś, a raczej kogoś trafiłam. Zamknęłam oczy i szykowałam się na upadek ,ale zamiast tego poczułam lodowate dłonie oplatające mnie w talli . Otworzyłam oczy, przedemną znajdował się o głowę wyższy chłopak o brązowych, postawionych na żel włosach, czarnych jak otchłań oczach i bladej prawie że białej cerze.
-Przepraszam, powinnam bardziej uważać jak chodzę-odparłam po kilku sekundach patrzenia się w jego przepiękne ,a za razem przerażające tęczówki.
-Nic się nie stało, w sumie to także moja wina- uśmiechnął się do mnie ,a ja jak ostatnia idiotka zamiast coś powiedzieć zarumieniłam się. Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana i nawet nie zwróciłam uwagi ,że wciąż mnie trzyma.
-Czy... Mógłbyś mnie już puścić?-uśmiechnął się do mnie zadziornie
-Mógłbym-odpowiedział
-A zrobisz to ?
-Nie mam zamiaru- popatrzyłam na niego lekko podirytowana-Za dużo pytań moja droga. Gdzie się wybierasz?
-Do sklepu
-Hmm... W takim razie ruszajmy- popatrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami
-My? Może się mylę, ale szłeś w tamtą stronę-pokazałam kierunek z którego ja wyruszyłam.
-Idziemy-chwycił mnie za rękę i ruszył do supermarketu. Nie poruszyłam się więc spojrzał w moją stronę.
-Nie odpuścisz? -Pokiwał przecząco głową-ygh... -Poszliśmy
-Więc jak masz na imię kotku- popatrzyłam w jego stronę i zmarszczyłam brwi "kotku" ?
-Martina ale znajomi mówią mi Tini ,a ty ?
-Więc ile masz lat Martina?-Zignorował moje pytanie
-18 ,a ty?
-Hmm... Bardzo interesujące... Co cię sprowadza do Glagow? -cała droga minęła tak samo,on pytała ,ja odpowaiadałam ,a moje pytania zbywał. Pod sklepem się rozstaliśmy. Mimo ,że spotkałam go dopiero dzisiaj mogę stwierdzić ,że dużo zmieni w moim życiu...
-------------------------------------------------------
Więc jest rozdział... Trichę krótki i w ogóle bez sensu ale ok... Teraz jest szkoła ,a ja już w drugi dzień mam kartkówkę z której na 100% dostanę 1... Ygh dobra już nie przynudzam
Enjoy!

Ps.w mojej wyobraźni wampiry mają czarne oczy ;)

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

3#Hello Glasgow

Z dosyć przyjemnego snu obudziło mnie mocne uderzenie w czarną tapicerkę auta mojej mamy. Pisnęłam i od razu spojrzałam przez przednią szybę, przed nami był długich rozmiarów korek.
-Był wypadek i teraz puszczają tylko jednym pasem-spojrzałam na rodzicielkę, oczy miała skierowane w moją stronę, jej w przeciwieństwie do moich były niebiesko-zielone. Była bardzo ładna, jej farbowane blond włosy były kręcone. Usta małe, nosek zgrabny i duże oczy.
-Mhm... -Mruknęłam- Gdzie jesteśmy ?
-Jakieś pół godziny od Glagow-odparła
-Ygh...
-W poniedziałek już idziesz do szkoły?-zapytała
-Tak chcę mieć jak najmniej zaległości- uśmiechnęłam się promiennie. Chodzę do trzeciej klasy liceum plastycznego (?) moja  poprzednia klasa była o profilu fotograficznym tu podobno też tak będzie więc z tego powodu bardzo się ucieszyłam.
-Wreszcie- mama odetchnęła kiedy samochody przed nami ruszyły. Dalsza droga szła nam jak po maśle. Przeglądałam sobie instagrama kiedy przed nami pojawił się powieszony na dwóch równoległych lampach napis "Glasgow wita" Dom babci jest na obrzeżach więc do najbiższego spożywczaka jakiś kwadrans drogi. Jechaliśmy właśnie przez centrum, pełno budynków gdzie się nie obejrzę sklep z ciuchami lub kawiarenka... Hmm... Będę miała co robić. Uśmiechnęłam się. Krajobraz zmienił się na bardziej leśny ,a po chwili ukazał się 2 piętrowy ,ogromny ,drewniany dom babci. Do niego prowadziła droga z kamieni. Tak mniej więcej po jej środku  było "rondo". W jego centrum oczko wodne ,a wokoło niego różnego rodzaju rośliny. Wszędzie tutaj były drzewa i kwiaty które wyglądały wspaniale na tle samej budowli. Samochód stanął przy bramie do posesji (?) Mama wystukała kod którym był ciąg cyfer "1940" czyli rok urodzenia babci. Po wieździe i pokonaniu dróżki zaparkowaliśmy przed drzwiami. Po chwili przyjechała ciężarówka z której są wynoszone przez pracowników pudła. Mój samochód ma przyjechać dopiero za tydzień więc będę musiała chodzić na pieszo do szkoły. Wzięłam moją torebkę i poszłam do pokoju który zawsze zajmowałam gdy tu byłam. Po przekroczeniu drzwi z ciemnego drewna weszłam do środka, pierwym pomieszczeniem do jakiego trafiłam był salon z kominkiem ,dwoma czarnymi skórzanymi sofami i barkiem z różnego rodzaju alkoholami. Pokój obok to była kuchnia ,a zaraz przy biej jadalnia. Do sypialni wchodziło się po schodach. Na tym piętrze były trzy pokoje gościnne i pokój dziadków. Weszłam do swojego królestwa. Wszystko tu było jak z przed pięciu miesięcy kiedy tu ostatni raz byłam. Łza poleciała mi po policzku, szybko ją otarłam i usiadłam na starannie zaścielonym dwuosobowym łóżku. Było tak jak większość w tym domu mebli z ciemnego drewna. Obok stała szafka nocna, na przeciwnej ścianie była szafa i komoda z plazmą na niej stojącą. Łazienka była po drugiej stronie korytarza. Ale za to w moim pokoju było przejście na balkon przedstawiający widok na las. Niedowiary ,że babcia to wszystko przepisała na mnie... Nagle coś się poruszyłu wśród drzew. Spojrzałam w tamtą stronę. Stał tam mężczyzna ,z tej odległości mogę stwierdzić ,że miał brązowe postawione do góry włosy, białą koszulke,czarne spodnie i do tego w tym samym kolorze skórzana kórtka.
-Kotku-spojrzałam w stronę mojej mamy która trzymała pudło prawdopodobnie z moimi rzeczami. Odwruciłam się spowrotem do nieznajomego ale jego już tam nie było-coś się stało?-zapytała
-Nie, nie-odpowiedziałam
-Tu są twoje ubrania wypakuj je ,a za chwilę przyniosą resztę. Zrobiłam tak jak kazała. Uporządkowanie wszystkiego zajęło mi trochę czasu więc po skończeniu od razu zasnęłam.
--------------------------------------------------------
Krótki i nudny ale za to pojawił się Fede :D patrząc na dom inspirowałam się pensjonatem salvatorów ;p mam do was pytanko... Pisząc komentarz musicie przeposywać potem coś żeby się dodał ?

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

2#goodbay London

Jestem w pięknej krainie ,w miejscu gdzie marzenia się spełniają,a rzeczy niemożliwe są możliwe. Tu jestem szczęśliwy ,żadnych śmierci ,porwań, zdrad... Nic. Szybuję nad big Benem kiedy właśnie wybiła godzina siódma zamiast charakterystycznego dla tej budowli dźwięku usłyszałam dzwonienie budzika. Otworzyłam zaspane oczy, czas wrócić do rzeczywistości. Wyłączyłam ten denerwujący dźwięk i ociężale zeszłam z łóżka. Dzisiaj dzień wyprowadzki ale ja muszę jeszcze zabrać rzeczy z szafki, jeśli chodzi o przyjaciół nie miałam ich... Po prostu każdy w tej szkole okazywał się fałszywy... Odtrąciłam te myśli z mojej głowy i wróciłam do rzeczywistości. Podeszłam do szafy która była zrobiona z ciemnego drewna  jak większość przedmiotów w tym pokoju. Otwierają ją ukazało mi się pomieszczenie do którego weszłam. Na półkach było pełno butów i różnych dodatków, a na wieszakach wisiały ubrania sławnych mark. Wybrałam jeansy z wysokim stanem, szkarłatny sweter z krótszym przodem ,na nogi założyłam brązowe botki i w tym samym kolorze komin. Wzięłam jeszcze parkę i moją czarną torbę od prady. Wyszłam z garderoby i podeszłam do drzwi prowadzących do łazienki. Była szaro-biała. Wzięłam szybki prysznic i się przebrałam, podeszłam do umywalki nad którą wisiało lustro zobaczyłam w nim odbicie brunetki o pięknych, dużych brązowych oczach ,jasnej cerze i kilkoma piegami na nosie. Włosy rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone, zrobiłam sobie kreskę i na powieki nałożyłam ciemniejsze
cienie, rzęsy przejechałam tuszem,a usta jasną, naturalną różową szminką.
Kiedy byłam już gotowa zeszłam na dół do jadalni gdzie czekała na mnie zrobiona przez mamę jajecznica. Prędko ją z jadłam i wyszłam z domu. Pogoda jak zwykle wietrzna. Wszędzie latają kolorowe liście dzięki którym ta ulica nie wygląda na taką smętną jaką jest. Ruszyłam w stronę podjazdu gdzie już czeka moje piękności. Wsiadłam do niego i ruszyłam. Ludzi jeszcze za dużo nie ma na zewnątrz. Na parkingu szkolnym byłam już po kilku minutach. Lekcje się jeszcze nie zaczęły więc musiałam się przepychać do mojej szafki z numerem 75. Kiedy wreszcie dotarłam do celu oparłam się o to. Wreszcie zaczęła się lekcja korytarz opustoszał jak i z ludzi, tak i z rozmów. Wyjęłam kluczyk z torby i otworzyłam szafeczkę. Nie była duża ale mi wystarczała. Znajdowało się w niej kilka książek, lusterko, słuchawki i ciuchy od w-f''u (?) wzięłam wszystko i zatrzasnęłam niebieskie drzwiczki. Ruszyłam w stronę sekretariatu. "I to jest już koniec ,możemy iść ,jesteśmy wolni ,niema już nic... "Nuciłam sobie tą piosenkę idąc do budynku "C" czyli administracyjnego. Kiedy wreszcie dotarłam tam gdzie chciała, oddałam kluczyk sekretarce i wróciłam do domu.
Już na progu można było zobaczyć pełno pudeł z różnymi przedmiotami. Próbując się nie potknąć o żaden z nich ruszyłam sama się spakować. "Tyle wspomnień" pomyślałam kiedy chowałam już ostatnie zdjęcie moje, mojej siostry, taty i mamy. Łza lekko spłynęła po moim policzku. Starłam ją szybkim ruchem ręki i rozejrzałam się po pokoju sprawdzając czy czegoś nie zapomniałam. Za 15 minut ma przyjechać furgonetka która zabierze to wszystko do domu babci gdzie będziemy mieszkać. Po upewnieniu się ,że wszystko jest dopięte na ostatni guzik ruszyłyśmy w drogę. Założyłam słuchawki z których poleciały utwory moich ulubionych piosenkarzy. Droga jest dosyć długa. Mieszkała bowiem na drugiej stronie Wielkiej Brytani. Powieki opadły mi od razu  po opuszczeniu miasta.
-----------------------------------------------------
Więc tak... Ruggera jeszcze nima... :) ale są informacje o Tini i kilka tajemnic... :D
Rugg może w następnym rozdziale już będzie więc się nie martwcie...
Enjoy!

piątek, 21 sierpnia 2015

1#happy or sad day?

Słyszę szepty innych uczniów, tłumaczącego nauczyciela oraz szum wiatru z zewnątrz. Wyglądając za okno widzę deszcz który próbuje swoją objętością zamazać widok przed nami. Obraz wolności którą mamy odzyskać dopiero po godzinie 15. Lekcja chemii to męczarnia którą każdy chciałby skrócić o przynajmniej 45 minut. Czas się dłuży,a ja wciąż wpatruję się w mój notes w którym powstaje właśnie rysunek wilka.
-Panno Stoessel-kierowałam swój wzrok w stronę pana Blecka który wypowiedział moje nazwisko.
-co? -Zapytałam niezbyt uprzejmie. Teraz każda osoba z klasy nawet te kujony spojrzały w moją stronę.
-Nie co? Ale słucham ,albo przynajmniej ,tak?
-I co mnie to obchodzi -powiedziałam
-Przepraszam?!- krzyknął
-Przyjmuję-powiedziałam z chytrym uśmieszkiem. Po klasie rozniósł się chichot.
-Martina do dyroktora już!- krzyknął już czerwony ze złości nauczyciel
-Hah nie denerwuj się tak pan, bo jak burak wyglądasz- znowu śmiech na sali
-Wynocha!- krzyknął. Włożyłam mój notes i długopis do torby ,a następnie biorąc ją i mój kremowy płaszczyk z cwanym uśmiechem wyszłam z klasy. Szłam przed siebie mijają drzwi do klas i szafki które różniły się tylko numerkami na nich umieszczonymi. Kiedy wreszcie doszłam do centrum całej szkoły ominęłam budynek adminictracyjny gdzie znajdował się gabinet dyrektora, włożyłam na siebie okrycie i wyszłam ze szkoły. Chłodne londyńskie powietrze otuliło moją twarz, powolnym krokiem ruszyłam na parking mojego jakże wspaniałego liceum. Na jednym z miejsc stał mój czerwony mercedes którego dostałam trzy tygodnie temu po zdaniu na prawko. Wyjełam kluczyki z torby i kiedy moje cacko wydało charakterystyczny odgłos odblokowujących się drzwi, wsiadłam do środka wszystko rzuciłam na siedzenie pasażera i odpaliłam samochód. Po chwili byłam już poza terenem szkoły. Mój dom był niedaleko więc po paru minutach byłam już na podjeździe gdzie zaparkowałam swój pojazd. Dom był biały z czarnym dachem ,nie był ani wielki ,ani mały był idealny. Wyszłam z pojazdu wcześniej biorąc przedmioty z siedzenia obok i weszłam przez drzwi z ciemnego drewana. Były otwarte co ozanacza,że mama jest w domu, taty niestety nie ma już w nim od dziesięciu lat. Nie w sensie ,że umarł po prostu postanowił nas zostawić dla jakiejś lafiryndy z wielkimi cyckami.
-Jestem!-krzyknęłam i już chciałam pójść do mojego pokoju kiedy zatrzymał mnie zapłakany głos mamy
-Kochanie musimy porozmawiać-Stała  w framudze drzwi od salonu jej oczy były zakrwawione i opuchnięte szybko opuściłam torbę i podbiegłam ją przytulić
-Co się stało? - zapytałam lekko się odsuwając.
-Może usiądźmy- posłuchałam się i podeszłam do czarnej skórzanej kanapy. Kiedy już się wygodnie na niej usadowiłam, spojrzałam pytająco na rodzicielkę.
-Twoja babcia ,moja mama Teodora... Ona... Umarła...- łzy powoli zaczęły lecieć po moich jak i mojej matki policzkach. Bardzo ją kochałam zawsze do niej jeździłyśmy i za każdym razem piekłyśmy razem ciasteczka ,dziadek umarł już wsześniej na raka wątroby wszyscy ciężko to przeżyliśmy ale najbardziej chyba babcie.
-A... Ale jak ?-spytałam
-Ze starości, umarła podczas snu... Dzisiaj okazało się ,że miała spisany testament... Wszystko przepisała na ciebie- popatrzałam na nią zdziwiona- za tydzień pogrzeb ,a na ten czas przeprowadzimy się do jej domu- przytaknęłam-idź się do pokoju jutro o dwudziestej wyjeżdżamy-po tych słowach poszłam na góre gdzie znajdowało się moje małe królestwo w szaro białych kolorach.
-------------------------------------------------------
Jak wam się podoba ? Jak dla mnie jest nawet spoczko ale wciąż nie dobrze...
Kolejna zmiana planów... Jednak będzie o wampirach :D  Proszę kometujcie chcę wiedzieć ile was czyta moje wypociny... Może być nawet jedna emotka:)
Enjoy!!