Z dosyć przyjemnego snu obudziło mnie mocne uderzenie w czarną tapicerkę auta mojej mamy. Pisnęłam i od razu spojrzałam przez przednią szybę, przed nami był długich rozmiarów korek.
-Był wypadek i teraz puszczają tylko jednym pasem-spojrzałam na rodzicielkę, oczy miała skierowane w moją stronę, jej w przeciwieństwie do moich były niebiesko-zielone. Była bardzo ładna, jej farbowane blond włosy były kręcone. Usta małe, nosek zgrabny i duże oczy.
-Mhm... -Mruknęłam- Gdzie jesteśmy ?
-Jakieś pół godziny od Glagow-odparła
-Ygh...
-W poniedziałek już idziesz do szkoły?-zapytała
-Tak chcę mieć jak najmniej zaległości- uśmiechnęłam się promiennie. Chodzę do trzeciej klasy liceum plastycznego (?) moja poprzednia klasa była o profilu fotograficznym tu podobno też tak będzie więc z tego powodu bardzo się ucieszyłam.
-Wreszcie- mama odetchnęła kiedy samochody przed nami ruszyły. Dalsza droga szła nam jak po maśle. Przeglądałam sobie instagrama kiedy przed nami pojawił się powieszony na dwóch równoległych lampach napis "Glasgow wita" Dom babci jest na obrzeżach więc do najbiższego spożywczaka jakiś kwadrans drogi. Jechaliśmy właśnie przez centrum, pełno budynków gdzie się nie obejrzę sklep z ciuchami lub kawiarenka... Hmm... Będę miała co robić. Uśmiechnęłam się. Krajobraz zmienił się na bardziej leśny ,a po chwili ukazał się 2 piętrowy ,ogromny ,drewniany dom babci. Do niego prowadziła droga z kamieni. Tak mniej więcej po jej środku było "rondo". W jego centrum oczko wodne ,a wokoło niego różnego rodzaju rośliny. Wszędzie tutaj były drzewa i kwiaty które wyglądały wspaniale na tle samej budowli. Samochód stanął przy bramie do posesji (?) Mama wystukała kod którym był ciąg cyfer "1940" czyli rok urodzenia babci. Po wieździe i pokonaniu dróżki zaparkowaliśmy przed drzwiami. Po chwili przyjechała ciężarówka z której są wynoszone przez pracowników pudła. Mój samochód ma przyjechać dopiero za tydzień więc będę musiała chodzić na pieszo do szkoły. Wzięłam moją torebkę i poszłam do pokoju który zawsze zajmowałam gdy tu byłam. Po przekroczeniu drzwi z ciemnego drewna weszłam do środka, pierwym pomieszczeniem do jakiego trafiłam był salon z kominkiem ,dwoma czarnymi skórzanymi sofami i barkiem z różnego rodzaju alkoholami. Pokój obok to była kuchnia ,a zaraz przy biej jadalnia. Do sypialni wchodziło się po schodach. Na tym piętrze były trzy pokoje gościnne i pokój dziadków. Weszłam do swojego królestwa. Wszystko tu było jak z przed pięciu miesięcy kiedy tu ostatni raz byłam. Łza poleciała mi po policzku, szybko ją otarłam i usiadłam na starannie zaścielonym dwuosobowym łóżku. Było tak jak większość w tym domu mebli z ciemnego drewna. Obok stała szafka nocna, na przeciwnej ścianie była szafa i komoda z plazmą na niej stojącą. Łazienka była po drugiej stronie korytarza. Ale za to w moim pokoju było przejście na balkon przedstawiający widok na las. Niedowiary ,że babcia to wszystko przepisała na mnie... Nagle coś się poruszyłu wśród drzew. Spojrzałam w tamtą stronę. Stał tam mężczyzna ,z tej odległości mogę stwierdzić ,że miał brązowe postawione do góry włosy, białą koszulke,czarne spodnie i do tego w tym samym kolorze skórzana kórtka.
-Kotku-spojrzałam w stronę mojej mamy która trzymała pudło prawdopodobnie z moimi rzeczami. Odwruciłam się spowrotem do nieznajomego ale jego już tam nie było-coś się stało?-zapytała
-Nie, nie-odpowiedziałam
-Tu są twoje ubrania wypakuj je ,a za chwilę przyniosą resztę. Zrobiłam tak jak kazała. Uporządkowanie wszystkiego zajęło mi trochę czasu więc po skończeniu od razu zasnęłam.
--------------------------------------------------------
Krótki i nudny ale za to pojawił się Fede :D patrząc na dom inspirowałam się pensjonatem salvatorów ;p mam do was pytanko... Pisząc komentarz musicie przeposywać potem coś żeby się dodał ?
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
poniedziałek, 24 sierpnia 2015
2#goodbay London
Jestem w pięknej krainie ,w miejscu gdzie marzenia się spełniają,a rzeczy niemożliwe są możliwe. Tu jestem szczęśliwy ,żadnych śmierci ,porwań, zdrad... Nic. Szybuję nad big Benem kiedy właśnie wybiła godzina siódma zamiast charakterystycznego dla tej budowli dźwięku usłyszałam dzwonienie budzika. Otworzyłam zaspane oczy, czas wrócić do rzeczywistości. Wyłączyłam ten denerwujący dźwięk i ociężale zeszłam z łóżka. Dzisiaj dzień wyprowadzki ale ja muszę jeszcze zabrać rzeczy z szafki, jeśli chodzi o przyjaciół nie miałam ich... Po prostu każdy w tej szkole okazywał się fałszywy... Odtrąciłam te myśli z mojej głowy i wróciłam do rzeczywistości. Podeszłam do szafy która była zrobiona z ciemnego drewna jak większość przedmiotów w tym pokoju. Otwierają ją ukazało mi się pomieszczenie do którego weszłam. Na półkach było pełno butów i różnych dodatków, a na wieszakach wisiały ubrania sławnych mark. Wybrałam jeansy z wysokim stanem, szkarłatny sweter z krótszym przodem ,na nogi założyłam brązowe botki i w tym samym kolorze komin. Wzięłam jeszcze parkę i moją czarną torbę od prady. Wyszłam z garderoby i podeszłam do drzwi prowadzących do łazienki. Była szaro-biała. Wzięłam szybki prysznic i się przebrałam, podeszłam do umywalki nad którą wisiało lustro zobaczyłam w nim odbicie brunetki o pięknych, dużych brązowych oczach ,jasnej cerze i kilkoma piegami na nosie. Włosy rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone, zrobiłam sobie kreskę i na powieki nałożyłam ciemniejsze
cienie, rzęsy przejechałam tuszem,a usta jasną, naturalną różową szminką.
Kiedy byłam już gotowa zeszłam na dół do jadalni gdzie czekała na mnie zrobiona przez mamę jajecznica. Prędko ją z jadłam i wyszłam z domu. Pogoda jak zwykle wietrzna. Wszędzie latają kolorowe liście dzięki którym ta ulica nie wygląda na taką smętną jaką jest. Ruszyłam w stronę podjazdu gdzie już czeka moje piękności. Wsiadłam do niego i ruszyłam. Ludzi jeszcze za dużo nie ma na zewnątrz. Na parkingu szkolnym byłam już po kilku minutach. Lekcje się jeszcze nie zaczęły więc musiałam się przepychać do mojej szafki z numerem 75. Kiedy wreszcie dotarłam do celu oparłam się o to. Wreszcie zaczęła się lekcja korytarz opustoszał jak i z ludzi, tak i z rozmów. Wyjęłam kluczyk z torby i otworzyłam szafeczkę. Nie była duża ale mi wystarczała. Znajdowało się w niej kilka książek, lusterko, słuchawki i ciuchy od w-f''u (?) wzięłam wszystko i zatrzasnęłam niebieskie drzwiczki. Ruszyłam w stronę sekretariatu. "I to jest już koniec ,możemy iść ,jesteśmy wolni ,niema już nic... "Nuciłam sobie tą piosenkę idąc do budynku "C" czyli administracyjnego. Kiedy wreszcie dotarłam tam gdzie chciała, oddałam kluczyk sekretarce i wróciłam do domu.
Już na progu można było zobaczyć pełno pudeł z różnymi przedmiotami. Próbując się nie potknąć o żaden z nich ruszyłam sama się spakować. "Tyle wspomnień" pomyślałam kiedy chowałam już ostatnie zdjęcie moje, mojej siostry, taty i mamy. Łza lekko spłynęła po moim policzku. Starłam ją szybkim ruchem ręki i rozejrzałam się po pokoju sprawdzając czy czegoś nie zapomniałam. Za 15 minut ma przyjechać furgonetka która zabierze to wszystko do domu babci gdzie będziemy mieszkać. Po upewnieniu się ,że wszystko jest dopięte na ostatni guzik ruszyłyśmy w drogę. Założyłam słuchawki z których poleciały utwory moich ulubionych piosenkarzy. Droga jest dosyć długa. Mieszkała bowiem na drugiej stronie Wielkiej Brytani. Powieki opadły mi od razu po opuszczeniu miasta.
-----------------------------------------------------
Więc tak... Ruggera jeszcze nima... :) ale są informacje o Tini i kilka tajemnic... :D
Rugg może w następnym rozdziale już będzie więc się nie martwcie...
Enjoy!
cienie, rzęsy przejechałam tuszem,a usta jasną, naturalną różową szminką.
Kiedy byłam już gotowa zeszłam na dół do jadalni gdzie czekała na mnie zrobiona przez mamę jajecznica. Prędko ją z jadłam i wyszłam z domu. Pogoda jak zwykle wietrzna. Wszędzie latają kolorowe liście dzięki którym ta ulica nie wygląda na taką smętną jaką jest. Ruszyłam w stronę podjazdu gdzie już czeka moje piękności. Wsiadłam do niego i ruszyłam. Ludzi jeszcze za dużo nie ma na zewnątrz. Na parkingu szkolnym byłam już po kilku minutach. Lekcje się jeszcze nie zaczęły więc musiałam się przepychać do mojej szafki z numerem 75. Kiedy wreszcie dotarłam do celu oparłam się o to. Wreszcie zaczęła się lekcja korytarz opustoszał jak i z ludzi, tak i z rozmów. Wyjęłam kluczyk z torby i otworzyłam szafeczkę. Nie była duża ale mi wystarczała. Znajdowało się w niej kilka książek, lusterko, słuchawki i ciuchy od w-f''u (?) wzięłam wszystko i zatrzasnęłam niebieskie drzwiczki. Ruszyłam w stronę sekretariatu. "I to jest już koniec ,możemy iść ,jesteśmy wolni ,niema już nic... "Nuciłam sobie tą piosenkę idąc do budynku "C" czyli administracyjnego. Kiedy wreszcie dotarłam tam gdzie chciała, oddałam kluczyk sekretarce i wróciłam do domu.
Już na progu można było zobaczyć pełno pudeł z różnymi przedmiotami. Próbując się nie potknąć o żaden z nich ruszyłam sama się spakować. "Tyle wspomnień" pomyślałam kiedy chowałam już ostatnie zdjęcie moje, mojej siostry, taty i mamy. Łza lekko spłynęła po moim policzku. Starłam ją szybkim ruchem ręki i rozejrzałam się po pokoju sprawdzając czy czegoś nie zapomniałam. Za 15 minut ma przyjechać furgonetka która zabierze to wszystko do domu babci gdzie będziemy mieszkać. Po upewnieniu się ,że wszystko jest dopięte na ostatni guzik ruszyłyśmy w drogę. Założyłam słuchawki z których poleciały utwory moich ulubionych piosenkarzy. Droga jest dosyć długa. Mieszkała bowiem na drugiej stronie Wielkiej Brytani. Powieki opadły mi od razu po opuszczeniu miasta.
-----------------------------------------------------
Więc tak... Ruggera jeszcze nima... :) ale są informacje o Tini i kilka tajemnic... :D
Rugg może w następnym rozdziale już będzie więc się nie martwcie...
Enjoy!
piątek, 21 sierpnia 2015
1#happy or sad day?
Słyszę szepty innych uczniów, tłumaczącego nauczyciela oraz szum wiatru z zewnątrz. Wyglądając za okno widzę deszcz który próbuje swoją objętością zamazać widok przed nami. Obraz wolności którą mamy odzyskać dopiero po godzinie 15. Lekcja chemii to męczarnia którą każdy chciałby skrócić o przynajmniej 45 minut. Czas się dłuży,a ja wciąż wpatruję się w mój notes w którym powstaje właśnie rysunek wilka.
-Panno Stoessel-kierowałam swój wzrok w stronę pana Blecka który wypowiedział moje nazwisko.
-co? -Zapytałam niezbyt uprzejmie. Teraz każda osoba z klasy nawet te kujony spojrzały w moją stronę.
-Nie co? Ale słucham ,albo przynajmniej ,tak?
-I co mnie to obchodzi -powiedziałam
-Przepraszam?!- krzyknął
-Przyjmuję-powiedziałam z chytrym uśmieszkiem. Po klasie rozniósł się chichot.
-Martina do dyroktora już!- krzyknął już czerwony ze złości nauczyciel
-Hah nie denerwuj się tak pan, bo jak burak wyglądasz- znowu śmiech na sali
-Wynocha!- krzyknął. Włożyłam mój notes i długopis do torby ,a następnie biorąc ją i mój kremowy płaszczyk z cwanym uśmiechem wyszłam z klasy. Szłam przed siebie mijają drzwi do klas i szafki które różniły się tylko numerkami na nich umieszczonymi. Kiedy wreszcie doszłam do centrum całej szkoły ominęłam budynek adminictracyjny gdzie znajdował się gabinet dyrektora, włożyłam na siebie okrycie i wyszłam ze szkoły. Chłodne londyńskie powietrze otuliło moją twarz, powolnym krokiem ruszyłam na parking mojego jakże wspaniałego liceum. Na jednym z miejsc stał mój czerwony mercedes którego dostałam trzy tygodnie temu po zdaniu na prawko. Wyjełam kluczyki z torby i kiedy moje cacko wydało charakterystyczny odgłos odblokowujących się drzwi, wsiadłam do środka wszystko rzuciłam na siedzenie pasażera i odpaliłam samochód. Po chwili byłam już poza terenem szkoły. Mój dom był niedaleko więc po paru minutach byłam już na podjeździe gdzie zaparkowałam swój pojazd. Dom był biały z czarnym dachem ,nie był ani wielki ,ani mały był idealny. Wyszłam z pojazdu wcześniej biorąc przedmioty z siedzenia obok i weszłam przez drzwi z ciemnego drewana. Były otwarte co ozanacza,że mama jest w domu, taty niestety nie ma już w nim od dziesięciu lat. Nie w sensie ,że umarł po prostu postanowił nas zostawić dla jakiejś lafiryndy z wielkimi cyckami.
-Jestem!-krzyknęłam i już chciałam pójść do mojego pokoju kiedy zatrzymał mnie zapłakany głos mamy
-Kochanie musimy porozmawiać-Stała w framudze drzwi od salonu jej oczy były zakrwawione i opuchnięte szybko opuściłam torbę i podbiegłam ją przytulić
-Co się stało? - zapytałam lekko się odsuwając.
-Może usiądźmy- posłuchałam się i podeszłam do czarnej skórzanej kanapy. Kiedy już się wygodnie na niej usadowiłam, spojrzałam pytająco na rodzicielkę.
-Twoja babcia ,moja mama Teodora... Ona... Umarła...- łzy powoli zaczęły lecieć po moich jak i mojej matki policzkach. Bardzo ją kochałam zawsze do niej jeździłyśmy i za każdym razem piekłyśmy razem ciasteczka ,dziadek umarł już wsześniej na raka wątroby wszyscy ciężko to przeżyliśmy ale najbardziej chyba babcie.
-A... Ale jak ?-spytałam
-Ze starości, umarła podczas snu... Dzisiaj okazało się ,że miała spisany testament... Wszystko przepisała na ciebie- popatrzałam na nią zdziwiona- za tydzień pogrzeb ,a na ten czas przeprowadzimy się do jej domu- przytaknęłam-idź się do pokoju jutro o dwudziestej wyjeżdżamy-po tych słowach poszłam na góre gdzie znajdowało się moje małe królestwo w szaro białych kolorach.
-------------------------------------------------------
Jak wam się podoba ? Jak dla mnie jest nawet spoczko ale wciąż nie dobrze...
Kolejna zmiana planów... Jednak będzie o wampirach :D Proszę kometujcie chcę wiedzieć ile was czyta moje wypociny... Może być nawet jedna emotka:)
Enjoy!!
-Panno Stoessel-kierowałam swój wzrok w stronę pana Blecka który wypowiedział moje nazwisko.
-co? -Zapytałam niezbyt uprzejmie. Teraz każda osoba z klasy nawet te kujony spojrzały w moją stronę.
-Nie co? Ale słucham ,albo przynajmniej ,tak?
-I co mnie to obchodzi -powiedziałam
-Przepraszam?!- krzyknął
-Przyjmuję-powiedziałam z chytrym uśmieszkiem. Po klasie rozniósł się chichot.
-Martina do dyroktora już!- krzyknął już czerwony ze złości nauczyciel
-Hah nie denerwuj się tak pan, bo jak burak wyglądasz- znowu śmiech na sali
-Wynocha!- krzyknął. Włożyłam mój notes i długopis do torby ,a następnie biorąc ją i mój kremowy płaszczyk z cwanym uśmiechem wyszłam z klasy. Szłam przed siebie mijają drzwi do klas i szafki które różniły się tylko numerkami na nich umieszczonymi. Kiedy wreszcie doszłam do centrum całej szkoły ominęłam budynek adminictracyjny gdzie znajdował się gabinet dyrektora, włożyłam na siebie okrycie i wyszłam ze szkoły. Chłodne londyńskie powietrze otuliło moją twarz, powolnym krokiem ruszyłam na parking mojego jakże wspaniałego liceum. Na jednym z miejsc stał mój czerwony mercedes którego dostałam trzy tygodnie temu po zdaniu na prawko. Wyjełam kluczyki z torby i kiedy moje cacko wydało charakterystyczny odgłos odblokowujących się drzwi, wsiadłam do środka wszystko rzuciłam na siedzenie pasażera i odpaliłam samochód. Po chwili byłam już poza terenem szkoły. Mój dom był niedaleko więc po paru minutach byłam już na podjeździe gdzie zaparkowałam swój pojazd. Dom był biały z czarnym dachem ,nie był ani wielki ,ani mały był idealny. Wyszłam z pojazdu wcześniej biorąc przedmioty z siedzenia obok i weszłam przez drzwi z ciemnego drewana. Były otwarte co ozanacza,że mama jest w domu, taty niestety nie ma już w nim od dziesięciu lat. Nie w sensie ,że umarł po prostu postanowił nas zostawić dla jakiejś lafiryndy z wielkimi cyckami.
-Jestem!-krzyknęłam i już chciałam pójść do mojego pokoju kiedy zatrzymał mnie zapłakany głos mamy
-Kochanie musimy porozmawiać-Stała w framudze drzwi od salonu jej oczy były zakrwawione i opuchnięte szybko opuściłam torbę i podbiegłam ją przytulić
-Co się stało? - zapytałam lekko się odsuwając.
-Może usiądźmy- posłuchałam się i podeszłam do czarnej skórzanej kanapy. Kiedy już się wygodnie na niej usadowiłam, spojrzałam pytająco na rodzicielkę.
-Twoja babcia ,moja mama Teodora... Ona... Umarła...- łzy powoli zaczęły lecieć po moich jak i mojej matki policzkach. Bardzo ją kochałam zawsze do niej jeździłyśmy i za każdym razem piekłyśmy razem ciasteczka ,dziadek umarł już wsześniej na raka wątroby wszyscy ciężko to przeżyliśmy ale najbardziej chyba babcie.
-A... Ale jak ?-spytałam
-Ze starości, umarła podczas snu... Dzisiaj okazało się ,że miała spisany testament... Wszystko przepisała na ciebie- popatrzałam na nią zdziwiona- za tydzień pogrzeb ,a na ten czas przeprowadzimy się do jej domu- przytaknęłam-idź się do pokoju jutro o dwudziestej wyjeżdżamy-po tych słowach poszłam na góre gdzie znajdowało się moje małe królestwo w szaro białych kolorach.
-------------------------------------------------------
Jak wam się podoba ? Jak dla mnie jest nawet spoczko ale wciąż nie dobrze...
Kolejna zmiana planów... Jednak będzie o wampirach :D Proszę kometujcie chcę wiedzieć ile was czyta moje wypociny... Może być nawet jedna emotka:)
Enjoy!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)