niedziela, 27 września 2015

6#mysterious forest

Pochłonięta wymyślaniem teoriami na temat ojca, siedziałam na łóżku mamy ,na którym były porozrzucane zdjęcia i listy. Kim on jest? Czemu wrócił akurat teraz? Wie w ogóle ,że istnieję? Jak ja bardzo pragnę odpowiedzi na te pytani... Przymknęłam oczy i odchyliłam głowę do tyłu. Już miałam iść do swojej sypialni kiedy spojrzałam w stronę okna. Na dworze zapadał mrok. Nagle poderwałam się z łóżka i popędziłam do swojego pokoju, przypomniało mi się o dzisiejszym spotkaniu. Szybko weszłam go garderoby skąd zabrałam w legginsy, szarą bluzkę z długim rękawem i sercem na środku oraz czarne lity. W łazience wzięłam szybko prysznic, pomalowałam się dosyć delikatnie i tylko rozczesałam włosy,ale czy to dobry pomysł żeby iść na spotkanie z chłopakiem którego ledwo znam, kiedy moja mama jest nie wiadomo gdzie ? A co jak on jest w jakiejś mafii czy czymś ,a oni porwali moją matkę ,a teraz chcą to samo zrobić ze mną ? Czy to nie jest dziwne ,że spotkałam go akurat w dzień kiedy moja rodzicielka zginęła? Przecież szedł od strony mojego domu... Albo... Nie zdążyłam dokończyć swoich myśli kiedy zabrzmiał dzwonek od drzwi. Zabrałam torebkę i poszłam do wejścia wzięłam wdech i je otworzyłam za nimi stał Ruggero w białej koszulce, czarnych spodniach ,trampkach i skórzanej kurtce. Na jego ustach gościł łobuzerski uśmieszek.
-cześć-przywitałam się
-witaj Martino, idziemy? - z lekkim zawahaniem skinęłam głową. Przed domem stało czarne porsche. Otworzył mi drzwi od strony pasażera ,a kiedy usiadłam ruszył na miejsce kierowcy, ja w tym czasie zapięłam pas.
-Gdzie jedziemy ?-spytałam kiedy wyjechaliśmy spod mojego domu
-Do lasu moja droga- popatrzyłam na niego z przerażeniem ,a on tylko się uśmiechnął. Nie powiem zaczęłam się jeszcze bardziej bać... Przez całą drogę się nie odzywaliśmy. Jedziemy już jakieś pół godziny i cały czas wśród drzew. Samochód wreszcie się zatrzymał. Chciałam już wysiąść ale drzwiczki były zablokowane. Po tym kiedy Ruggero otworzył mi je ruszyliśmy w głąb puszczy. Zaczęłam się trząść ,było ciemno ,a wokół nas żadnej żywej duszy .Nie odzywałam się, byłam przestraszona, on to wyczuł- nie bój się, nic ci nie zrobię- za bardzo mnie tym nie uspokoił. Szliśmy dalej póki nie stanęliśmy przed jakimiś ruinami domu.
-Co my tutaj robimy?- zapytałam
-Zobaczysz- wszedł do środka ,a ja za nim. Bardziej od niego boję się zostać sama w mrocznym lesie. W środku był równie zniszczony co na zewnątrz. Mimo przeżytych lat widać, że kiedyś był piękny. Na niektórych ścianach widać wyrzeźbione wzorki, a w jak mniemam salonie był piękny kominek. Podłoga skrzypiała, była drewniana. Po schodach wchodziło się na górę gdzie się udaliśmy, potem po jeszcze jednych na poddasze. Nie było połowy dachu przez co był widok na tysiące małych gwiazd rozmieszczony po niebie. Dzisiaj księżyc był w pełni co wyglądało jeszcze bardziej niesamowicie.
-Wow- wydukałam.
-wiedziałem ,że ci się podoba -powiedział i podszedł do jakiegoś starego biurka, z za którego wyjął koc ,wino ,kieliszki i truskawki.
-------------------------------------------------------------
Tsa... Kiepski, krótki i nudny rozdział ,ale po prostu chciałam w końcu go dodać ;)


sobota, 19 września 2015

5#father

Minęły trzy dni od spotkania z tajemniczym chłopakiem,a moje życie ciągnęło się dalej ,każdy kolejny dzień był coraz nudniejszy. Codziennie te same czynności... Pobudka, śniadanie, szkoła, obiad, kolacja, sen. Ygh... Właśnie wracam z liceum. Moje autko jeszcze nie dotarło więc muszę chodzić na piechotę. Pochłonięta swoimi myślami nie zauważyłam osoby przede mną co spowodowało zderzenie. Upadłabym gdyby nie ręce na moich biodrach.
-Przepraszam zamyśliłam się- powiedziałam i się zarumieniłam. Spojrzałam w górę ,a moje serce zaczęła szybciej bić kiedy ujrzałam te czarne przeszywające tęczówki.
-I znowu na mnie lecisz-uśmiechnął się- nie żeby mi to przeszkadzało ale lepiej uważaj na drogę.
-J...ja...-jąkałam się ,a on tylko się zaśmiał
-Może cię odprowadzić ?- nie mogłam wydusić z siebie ani słowa więc przytaknęłam jedynie głową- więc Martino jak minął ci dzień?- zapytał
-Dobrze-powiedziałam prawie ,że niesłyszalnie- a tobie?
-wspaniale- reszta drogi minęła nam w ciszy
-To tutaj- powiedziałam kiedy byliśmy przy mojej posesji- dziękuję za odprowadzenie...
-Ruggero- popatrzyłam na niego pytająco- mam na imię Ruggero- a więc tak ma na imię...
-więc żegnaj Ruggero- chciałam już iść kiedy chwycił mnie za rękę
-Dzisiaj o 20 po ciebie wpadnę- powiedział i poszedł. Patrzyłam na niego jeszcze przez chwilę i ruszyłam.
-Jestem !- krzyknęłam wchodząc do mieszkania. nie uzyskałam odpowiedzi- Mamo!?-cisza. Może jest w ogrodzie. Niestety tam też jej nie było lekko spanikowana weszłam do swojego pokoju. Na początku wydawało się ,że wszystko jest na miejscu ale po dokładnym przyjrzeniu dostrzegłam małą karteczkę na moim łóżku. Szybkim krokiem podeszłam po nią. niewyraźny tekst znajdujący się na niej jednakowo mnie zszokował jak i wystraszył.
Kochanie!
Przyszedł po mnie, wiedziałam ,że tak się stanie ale  nie tak szybko. przepraszam,że ci o niczym ci nie powiedziałam ale nie mogłam, bałam się. Pamiętaj kocham cię, uważaj na siebie i nie  rozmawiaj z tajemniczymi osobami.
Ps. pod moim łóżkiem

Ruszyłam biegiem do jej pokoju. Tak jak napisała było tam pudełko,a w środku kilka listów, fotografii, zdjęcia i naszyjnik. Zaczęłam od pamiętnika po każdej przeczytanej stronie coraz bardziej się dziwiłam ile moja rodzicielka przede mną ukrywała. Mój ojciec nie odszedł od niej... To ona odeszła od niego. Nie napisała dlaczego ale po dacie można stwierdzić ,że to około 8 miesięcy przed tym kiedy się urodziłam... Po przejrzeniu całego mam więcej pytań niż odpowiedzi. Listy to same listy miłosne ,a na fotografii jest moja mama oraz widać, że jest przy niej wycięta postać ciekawe kto to... Na koniec został naszyjnik z sercem które się otwiera. Jeju... Moja matka i... Mężczyzna z brązowymi oczami i postawionymi do góry czarnymi włosami... Mój tata. To po nim mam kolor oczu...
---------------------------------------------------------
PRZEPRASZAM
Szkoła, przyjaciele i sytuacje które myślałam ,że zdarzają się tylko w filmach... To powody dla których ten rozdział jest taki beznadziejny...
PRZEPRASZAM



niedziela, 6 września 2015

4#First met

Błagam, (tak BŁAGAM) o komentarze...
----------------------------------------------------------
Irytujący dźwięk budzika spowodował ,że ociężale otworzyłam oczy. Przez chwile widziałam tylko plamki ,ale po chwili ukazał mi się mój pokój. Rozciągnęłam się, a moje ciało przeszedł miły dreszcz. Wstałam leniwie z łóżka. Na boso podeszłam do szafy z której wyjęłam świerzą bieliznę , szary, przy duży sweter i rurki z rozdarciami na kolanach. Wzięłam wszystko i poszłam do łazienki. Zdjęłam wczorajsze ubrania i weszłam pod prysznic. Ciepła woda spływa po moim ciele ,a ja czuję jak moje mięśnie się rozluźniają. Umyłam ciało płynem o zpachu wrzosu i włosy szamponem waniliowym. Po pewnym czasie w którym rozmyślałam o wszystkim co stało się w tym tygodniu wyszłam. Zabrałam ręcznik leżący na szafce i się nim wytarłam.  Spojrzałam w lustro i jedynie westchnęłam na swój widok. Podkrążone oczy, spjerzchnięte usta i zaczerwienione policzki. Odwróciłam się od swojego odbicia i ubrałam. Włosy rozczesałam zostawiłam rozpuszczone ,żeby szybciej wyschły. Makijażu na razie nie będę robić, bo i tak nie mam w planie nigdzie wychodzić. Gotowa zeszłam na dół gdzie mama robiła jajecznicę. Usiadłam na blacie.
-Hej mamo-przywitałam się.
-Dzień dobry kochanie-pocałowała mnie w policzek po czym wróciła do wcześniejszego zajęcia- mogłabyś potem pójść do sklepu ? Nie mam z czego ugotować obiad.
-Umm... Dobrze- Drogę znam świetnie często chodziłam z babcią na zakupy...
-Siadaj już do stołu ,a ja zaraz przyniosę śniadanie-uśmiechnęłam się do niej promiennie i ruszyłam do jadalni. Po chwili przyszła mama z już gotowym posiłkiem. Kiedy zjadłam, przygotowałam się i dostałam listę zakupów, ruszyłam. Drzewo, drzewo i kolejne drzewo... Droga przez ten las ciągnie się w nieskończoność. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, 12:30. Chciałam już schować urządzenie kiedy w coś, a raczej kogoś trafiłam. Zamknęłam oczy i szykowałam się na upadek ,ale zamiast tego poczułam lodowate dłonie oplatające mnie w talli . Otworzyłam oczy, przedemną znajdował się o głowę wyższy chłopak o brązowych, postawionych na żel włosach, czarnych jak otchłań oczach i bladej prawie że białej cerze.
-Przepraszam, powinnam bardziej uważać jak chodzę-odparłam po kilku sekundach patrzenia się w jego przepiękne ,a za razem przerażające tęczówki.
-Nic się nie stało, w sumie to także moja wina- uśmiechnął się do mnie ,a ja jak ostatnia idiotka zamiast coś powiedzieć zarumieniłam się. Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana i nawet nie zwróciłam uwagi ,że wciąż mnie trzyma.
-Czy... Mógłbyś mnie już puścić?-uśmiechnął się do mnie zadziornie
-Mógłbym-odpowiedział
-A zrobisz to ?
-Nie mam zamiaru- popatrzyłam na niego lekko podirytowana-Za dużo pytań moja droga. Gdzie się wybierasz?
-Do sklepu
-Hmm... W takim razie ruszajmy- popatrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami
-My? Może się mylę, ale szłeś w tamtą stronę-pokazałam kierunek z którego ja wyruszyłam.
-Idziemy-chwycił mnie za rękę i ruszył do supermarketu. Nie poruszyłam się więc spojrzał w moją stronę.
-Nie odpuścisz? -Pokiwał przecząco głową-ygh... -Poszliśmy
-Więc jak masz na imię kotku- popatrzyłam w jego stronę i zmarszczyłam brwi "kotku" ?
-Martina ale znajomi mówią mi Tini ,a ty ?
-Więc ile masz lat Martina?-Zignorował moje pytanie
-18 ,a ty?
-Hmm... Bardzo interesujące... Co cię sprowadza do Glagow? -cała droga minęła tak samo,on pytała ,ja odpowaiadałam ,a moje pytania zbywał. Pod sklepem się rozstaliśmy. Mimo ,że spotkałam go dopiero dzisiaj mogę stwierdzić ,że dużo zmieni w moim życiu...
-------------------------------------------------------
Więc jest rozdział... Trichę krótki i w ogóle bez sensu ale ok... Teraz jest szkoła ,a ja już w drugi dzień mam kartkówkę z której na 100% dostanę 1... Ygh dobra już nie przynudzam
Enjoy!

Ps.w mojej wyobraźni wampiry mają czarne oczy ;)