niedziela, 18 października 2015

Fedeletta od miłości do pasji#1


Hej witajcie tu znów ja Violetta od zapisanych wydarzeń minął rok. Z Federico chodzimy do collegu (?) Ja poszłam na psychologię ,a on na sport. Układa nam się wspaniale. Mama urodziła słodką dziewczynkę o imieniu Lili. Do Buenos Aires przyjeżdżamy kiedy tylko mamy czas, a jego nie ma zbyt wiele. Tęsknię za przyjaciółmi ale czuję ,że tu jest moje miejsce, tu się czuję dobrze.Niecałe 2 miesiące temu zaczął się nasz 2 rok szkolny. Jestem właśnie z Anni -koleżanką ze szkoły- na zakupach, już niedługo Halloween co się wiąże z tym ,że będzie impreza,a ja nie mam jeszcze stroju. Dzisiaj w H&M jest unikatowa Halloweenowa kolekcja. Przeglądam właśnie kostiumy kiedy natrafiam na kostium z kart-królowa Kier-to jest to. Po przymieżeniu jeszcze bardziej jestę pewna swego wyboru. Biorę

Po udanych zakupach-wzięłam jeszcze kilka drobiazgów-wróciłam do domu gdzie-jak zwykle- na kanapie siedział mój chłopak i grał w jakąś grę
-Hej-powiedziałam i odstawiając zakupy podeszłam do niego i przytuliłam-jak tam minął ci dzień ?
-mmm... nie najgorzej, a tobie ?-zaczął całować mnie po szyi ,mruknęłam
-wspaniale, kupiłam przebranie na imprezę-przeniósł się na dekolt- a ty masz już coś ?
-oczywiście ,że nie, jutro coś wymyśle


Dzień balu. Maluję właśnie serduszko na ustach kiedy do pokoju wchodzi Federico w stroju wampira
-oryginalnie- mówię i wstaję od toaletki ,przygląda mi się przez chwilę.
-wyglądasz pięknie, idziemy?
-mhm...

Mieszkamy w tym samym domu co rok temu do szkoły mamy zaledwie 15 minut drogi samochodem. Po wejściu na salę gimnastyczną -gdzie wszystko się odbywało- naszym oczom ukazuje się upiornie , to znaczy ładnie ale trochę strasznie ustrojona sala, wszyscy są poprzebierani, a w miskach jest krwisty pącz. Od razu idziemy na parkiet. leciała właśnie piosenka One Direction "story of my life"-szkoda ,że nie są już zespołem ,byli świetni- jest to mimo wszystko wolny kawałek więc wtuliłam się w Fede. Kilka piosenek później dyrektor wszedł na scenę żeby ogłosić króla i królową balu.
-Proszę wszystkich o uwagę, razem z panią Pumpernikiel oraz panem Holinacym wybraliśmy króla i królową ,a więc koronę dostaje Federico Pasquarelli- Po sali rozniosły się brawa- oraz... tum.... tum... tum....-błagam ja, błagam ja, błagam ja- Monica Mcland brawa!- odgłosy klaskania po raz kolejny wypełnił salę - Monica? gdzie jest Monica? -Spytał jakiegoś chłopaka z którym prawdopodobnie chodziła, on tylko coś powiedział ,a dyrektor odwrócił się w nasza stronę- W takim wypadku koronę dostaje.... Violetta Castillo -Z wielkim uśmiechem weszłam na scenę. Wow... 
-Chwilka!- Powiedział Federico- chciałbym coś ogłosić!- Machnął ręką do DJ'a ,a z głośników wydobyły się dźwięki jakieś piosenki. Po chwili mój wampirek zaczął śpiewać. Nie no nie wierzę...on jest taki kochany... łaza poleciała mi z oka -KOCHAM CIĘ Vilu wyjdź za mnie- powiedziawszy to klęknął i wyciągnął przepiękny pierścionek- wiem ,że masz tylko 19 lat ,a ja 20 ale kocham cię.... po prostu kocham
-t...tak wyjdę za ciebie- rzuciłam mu się na szyję , a wokół nas rozniosły się wiwaty. A miała to być po prostu impreza Halloween-owa...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pisana na szybko jak juz mówiłam nie mam swojego sprzętu więc jestem na mamy która za chwilkę wróci... kiedy będę miała możliwość to napiszę coś lepszego ;)
PS. tak jak kiedyś tam mówiłam dodaję dalsze losy bohaterów poprzedniego opowiadania :D często się to jednak nie będzie pojawiać no ale tak jakoś mnie natchnęło  


niedziela, 4 października 2015

7#Secrets

Minął tydzień.... Tydzień.... Tydzień... Bez mamy ,bez szkoły ,bez Ruggero.
7 dni, bez jakiegokolwiek styknięcia ze społeczeństwem, tylko pamiętnik matki, listy i zdjęcie mojego ojca... Co to wszystko ma oznaczać... Czuję ,że odpowiedź jest tuż przed nosem taka łatwa ,taka oczywista... Ale niemogę jej znaleźć . westchnęłam z frustracją i podniosłam się z krzesła.
-To jest na nic!-krzyknęłam- jakby porwali ją żeby zabić ,to by już dawno to zrobili !- zaczęłam chodzić po pokoju i myśleć... Myśleć... Myśleć... Z moich przemyśleń obudziło mnie burczenie w brzuchu więc zeszłam na dół do kuchni. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Od tych kilku dni schudłam diametralnie ,a życie nie daje mi takiego szczęścia jak kiedyś. Pusta miska leży przedemną ,a ja patrzę na krajobraz lasu z za okna. Wstałam nagle od stołu i ruszyłam w stronę wyjścia. Na dworze był dzisiaj szron więc wzięłam płaszczyk. W tym roku początek października jest nadzwyczaj zimny. Po wyjściu z domu uderzył we mnie chłodny orzeźwiający wiaterek. Od razu weszłam w stan błogiego ukojenia. Do płuc nabrałam jak najwięcej tego życiodajnego pierwiastka chemiczego (wtf?! Chodzi o tlen). Postanowiłam się przejść po lesie, odprężyć się i zacząć myśleć trzeźwo. Z piaszczystej drogi zrobiło się błoto co było lekkim utrudnieniem w moich planach ,ale i tak z nich nie ,zrezygnowałam. Idę już tak z pół godziny ,robi się ciemno. Już mam wracać kiedy ktoś łapie mnie w tali. Podskoczyłam z zaskoczania i zaczęłam się wyrywać.
-Co tutaj robisz moja droga ,niedługo zapadnie mrok- ten znany mi już głos uspokaja mnie. Odwracam się w stronę mojego oprawcy i spoglądam na jego przeszywające czarne tęczówki.
-miałam właśnie wracać- powiedziałam. Ruggero na te słowa się uśmiechnął.
-Wspaniale ,w takim razie chodźmy- powiedział i mnie puścił. Nawet po tych trzech spotkaniach wiem ,że nie warto się sprzeciwiać więc ruszyłam.
-Co ty tak w ogóle robisz w środku lasu?-zapytałam
-To samo co ty Martino, spaceruję- po tej krótkiej wymianie zdań już się nieodezywaliśmy do siebie. Wreszcie przystanęliśmy przy moim domu. Niechciałam być niegrzeczna więc się go spytałam...
-wejdziesz?
-Z chęcią- otworzyłam drzwi i ruszyłam do salonu. Ruggero usiadł na kanapie.
-Coś do picia?
-nie dziękuję-odpowiada więc siadam na fotelu.
-Nie jest ci zimno- powiedziałam spoglądając na jego ubranie, jeansy, biały t-shirt, trampki i oczywiście czarna skórzana kórtka- na dworze są z 3°C
-Nie ,nie jest.
-Na pewno?
-tak na pewno- powiedział
-Ile masz lat ?- pytam.
-21 , piękny dom.
-Był mojej babci- odpowiadam ,a łza zakręciła mi się w oku. Najpierw patrzy na mnie ze zdziwieniem ,a potem zrozumieniem.
-Przykro mi
-...
-Dziękuję za te krótkie ale jakże miłe spotkanie ale muszę iść jeszcze coś załatwić- powiedziawszy to wstał- przyjdę po ciebie jutro o 20 ubierz się ciepło- chciałam coś powiedzieć ale zrezygnowałam i zeszłam z krzesła. Przed wyjściem się z nim pożegnałam. Mimo wszystko to spotkanie pozwoliło mi choć na chwilkę uwolnić od myśli na temat mojej mamy...
-----------------------------------------------------------
Ło luju! Jaki beznadziejny rozdział... Ygh dobra... Tsa  rozdział trzeba zawdzięczyć książce "dotyk juli" którą teraz czytam... Dała mi wenę żeby coś napisać ;p