niedziela, 4 października 2015

7#Secrets

Minął tydzień.... Tydzień.... Tydzień... Bez mamy ,bez szkoły ,bez Ruggero.
7 dni, bez jakiegokolwiek styknięcia ze społeczeństwem, tylko pamiętnik matki, listy i zdjęcie mojego ojca... Co to wszystko ma oznaczać... Czuję ,że odpowiedź jest tuż przed nosem taka łatwa ,taka oczywista... Ale niemogę jej znaleźć . westchnęłam z frustracją i podniosłam się z krzesła.
-To jest na nic!-krzyknęłam- jakby porwali ją żeby zabić ,to by już dawno to zrobili !- zaczęłam chodzić po pokoju i myśleć... Myśleć... Myśleć... Z moich przemyśleń obudziło mnie burczenie w brzuchu więc zeszłam na dół do kuchni. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Od tych kilku dni schudłam diametralnie ,a życie nie daje mi takiego szczęścia jak kiedyś. Pusta miska leży przedemną ,a ja patrzę na krajobraz lasu z za okna. Wstałam nagle od stołu i ruszyłam w stronę wyjścia. Na dworze był dzisiaj szron więc wzięłam płaszczyk. W tym roku początek października jest nadzwyczaj zimny. Po wyjściu z domu uderzył we mnie chłodny orzeźwiający wiaterek. Od razu weszłam w stan błogiego ukojenia. Do płuc nabrałam jak najwięcej tego życiodajnego pierwiastka chemiczego (wtf?! Chodzi o tlen). Postanowiłam się przejść po lesie, odprężyć się i zacząć myśleć trzeźwo. Z piaszczystej drogi zrobiło się błoto co było lekkim utrudnieniem w moich planach ,ale i tak z nich nie ,zrezygnowałam. Idę już tak z pół godziny ,robi się ciemno. Już mam wracać kiedy ktoś łapie mnie w tali. Podskoczyłam z zaskoczania i zaczęłam się wyrywać.
-Co tutaj robisz moja droga ,niedługo zapadnie mrok- ten znany mi już głos uspokaja mnie. Odwracam się w stronę mojego oprawcy i spoglądam na jego przeszywające czarne tęczówki.
-miałam właśnie wracać- powiedziałam. Ruggero na te słowa się uśmiechnął.
-Wspaniale ,w takim razie chodźmy- powiedział i mnie puścił. Nawet po tych trzech spotkaniach wiem ,że nie warto się sprzeciwiać więc ruszyłam.
-Co ty tak w ogóle robisz w środku lasu?-zapytałam
-To samo co ty Martino, spaceruję- po tej krótkiej wymianie zdań już się nieodezywaliśmy do siebie. Wreszcie przystanęliśmy przy moim domu. Niechciałam być niegrzeczna więc się go spytałam...
-wejdziesz?
-Z chęcią- otworzyłam drzwi i ruszyłam do salonu. Ruggero usiadł na kanapie.
-Coś do picia?
-nie dziękuję-odpowiada więc siadam na fotelu.
-Nie jest ci zimno- powiedziałam spoglądając na jego ubranie, jeansy, biały t-shirt, trampki i oczywiście czarna skórzana kórtka- na dworze są z 3°C
-Nie ,nie jest.
-Na pewno?
-tak na pewno- powiedział
-Ile masz lat ?- pytam.
-21 , piękny dom.
-Był mojej babci- odpowiadam ,a łza zakręciła mi się w oku. Najpierw patrzy na mnie ze zdziwieniem ,a potem zrozumieniem.
-Przykro mi
-...
-Dziękuję za te krótkie ale jakże miłe spotkanie ale muszę iść jeszcze coś załatwić- powiedziawszy to wstał- przyjdę po ciebie jutro o 20 ubierz się ciepło- chciałam coś powiedzieć ale zrezygnowałam i zeszłam z krzesła. Przed wyjściem się z nim pożegnałam. Mimo wszystko to spotkanie pozwoliło mi choć na chwilkę uwolnić od myśli na temat mojej mamy...
-----------------------------------------------------------
Ło luju! Jaki beznadziejny rozdział... Ygh dobra... Tsa  rozdział trzeba zawdzięczyć książce "dotyk juli" którą teraz czytam... Dała mi wenę żeby coś napisać ;p




4 komentarze:

  1. Mega rozdział ❤ On jest taki tajemniczy, ale zarazem uroczy. Szkoda mi Tini... Czekam na rozwinięcie wątku :) Kocham :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten rozdział nie jest beznadziejny. Jest ciekawy. Nie wiem co tu jeszcze napisać... Powiem tylko, że czekam na następny. ;) pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję *-* postaram się napisać jak najszybciej ;*

      Usuń

Komentarz= większa chęć do pisania ;)